PGE GKS Bełchatów - Lechia Gdańsk 1:0 (0:0)

Bramki: 1:0 Janusz Gol (72).

Żółta kartka - PGE GKS Bełchatów: Tomasz Wróbel. Lechia Gdańsk: Piotr Wiśniewski, Łukasz Surma, Krzysztof Bąk.

Sędzia: Mirosław Górecki(Katowice). Widzów 2 000.

PGE GKS Bełchatów: Łukasz Sapela - Zlatko Tanevski, Mate Lacić, Marcin Drzymont, Jacek Popek - Tomasz Wróbel (68. Marcus da Silva), Janusz Gol, Grzegorz Baran, Kamil Poźniak (46. Dawid Nowak), Maciej Małkowski - Marcin Żewłakow (82. Łukasz Bocian).

Lechia Gdańsk: Paweł Kapsa - Deleu, Krzysztof Bąk, Hubert Wołąkiewicz, Vytautas Andriuskevicius - Ivans Lukjanovs, Łukasz Surma, Abdou Traore, Paweł Nowak (80. Aleksandr Sazankov), Piotr Wiśniewski (67. Marko Bajić) - Paweł Buzała (83. Tomasz Dawidowski).

W pierwszej połowie lepsze wrażenie sprawiali goście, którzy już w 19 sekundzie mogli objąć prowadzenie. Przed szansą pokonania Łuaksza Sapeli stanął pochodzący z Wybrzeża Kości Słoniowej Abdou Traore, jednak przegrał ten pojedynek.

Drugą sytuację sam na sam z bramkarzem gdańszczanie mieli w 35. minucie, gdy po zagraniu Traore przed Sapelą znalazł się pozostawiony bez opieki Paweł Buzała, jednak trafił w nogi bramkarza, który minutę później skutecznie interweniował po jego strzale z 18 metrów.


Gospodarze w pierwszej połowie mogli strzelić gola po zagraniu... Łukasza Surmy. W zamieszaniu podbramkowym piłka kopnięta przez pomocnika Lechii przeleciała tuż nad poprzeczką bramki gości.

Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy kolejną okazję do zdobycia gola miał Buzała. Tym razem po jego główce Sapela nie zdołał odbić piłki, która jednak nie wpadła do bramki tylko dwa razy odbiła się od zewnętrznej części poprzeczki i wyszła za boisko.

Szczęście dopisało gospodarzom również w 52. minucie po błędzie Sapeli, który tak długo zwlekał z wybiciem piłki z własnego pola karnego, że został zablokowany przez Buzałę. Piłka odbita przez napastnika Lechii przeleciała tuż obok spojenia słupka z poprzeczką. Po drugiej stronie boiska pojedynek z bramkarzem Lechii przegrał Dawid Nowak, który zagrał po raz pierwszy w tym sezonie.

Losy spotkania rozstrzygnął zawodnik, który nie miał stuprocentowej sytuacji. W 72. minucie po wymianie podań z Marcinem Żewłakowem na strzał z ponad 20 metrów zdecydował się Janusz Gol, a silnie uderzona piłka przeleciała nad zbyt daleko wysuniętym Pawłem Kapsą i wpadła do bramki.