Bramki: 1:0 Marcin Robak (28-karny), 1:1 Piotr Ćwielong (32), 2:1 Marcin Robak (48), 3:1 Darvydas Sernas (70), 4:1 Darvydas Sernas (72), 5:1 Marcin Robak (76), 5:2 Waldemar Sobota (89).

Sędzia: Sebastian Jarzębak (Bytom). Widzów 8 000.

Widzew Łódź: Maciej Mielczarz - Łukasz Broź, Ugochukwu Ukah, Wojciech Szymanek, Dudu - Przemysław Oziębała (65. Paul Grischok), Bruno Pinheiro, Mindaugas Panka, Tomasz Lisowski (46. Piotr Grzelczak) - Darvydas Sernas, Marcin Robak (87. Łukasz Grzeszczuk).

Śląsk Wrocław: Marian Kelemen - Piotr Celeban, Amir Spahić, Mariusz Pawelec, Krzysztof Wołczek - Piotr Ćwielong (75. Waldemar Sobota), Przemysław Kaźmierczak, Sebastian Mila, Łukasz Madej (82. Marek Gancarczyk) - Cristian Omar Diaz, Vuk Sotirović.

Zarówno dla piłkarzy Widzewa jak i Śląska sobotni pojedynek był bardzo ważny. Widzew - po powrocie do ekstraklasy - nie wygrał jeszcze meczu przed własną publicznością, a wrocławianie przegrali trzy ostatnie spotkania.

W drużynie gospodarzy wystąpił po raz pierwszy po wyleczeniu kontuzji Marcin Robak, który w dwóch poprzednich sezonach był najlepszym strzelcem Widzewa. Po meczu cieszyli się łodzianie, goście schodzili z boiska ze spuszczonymi głowami.

Pierwsza połowa spotkania była wyrównana. Żadna z drużyn nie potrafiła uzyskać zdecydowanej przewagi, a gra w większości toczyła się w środku boiska. Pierwszą groźną akcję przeprowadzili gospodarze w 12 minucie. Jednak Sernas, który znalazł się sam na sam z bramkarzem gości, nie potrafił wykorzystać sytuacji. Kwadrans później ten sam zawodnik został sfaulowany w polu karnym, a Robak wykorzystał jedenastkę. Gospodarze cieszyli się z prowadzenia cztery minuty. Po dośrodkowaniu Kazimierczaka niepilnowany Ćwielong pokonał Mielcarza.

Druga połowa rozpoczęła się od ataków gospodarzy, którzy już w 48 minucie wyszli na prowadzenie. Po strzale Oziębały piłkę odbił Keleman. Dobiegł do niej Robak, który z bliska pokonał bramkarza gości.

Drużyna Śląska ruszyła do odrabiania strat. W trzy minuty po stracie drugiej bramki stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał Diaz, który z kilku metrów nie potrafił pokonać Mielcarza. Chwilę później gospodarzy uratował słupek. Od tego momentu mecz przypominał walkę bokserską, w której jeden z zawodników atakuje, a drugi przeprowadza doskonałe kontry.

Tym atakującym był Śląsk, kontrującym - Widzew. I właśnie z takich kontr, w ciągu sześciu minut, gospodarze zdobyli trzy kolejne bramki. Najpierw Serenas dwie, a później swoją trzecią w tym meczu Robak. Kiedy w 87 minucie opuszczał boisko, kibice pożegnali go owacją na stojąco. Goście atakowali do końca i w 89 minucie Sobota zdobył drugą bramkę dla Śląska.