Oba zespoły przystąpiły do tego spotkania w dobrych nastrojach - w ostatnim meczu Lechia wygrała na PGE Arenie Gdańsk 1:0 z Ruchem Chorzów, a Polonia także u siebie pokonała 2:1 Podbeskidzie Bielsko-Biała. Różnica była tylko taka, że warszawianie mieli trzy dni więcej odpoczynku - gdańszczanie grali bowiem w poniedziałek, a poloniści w poprzedni piątek.

Szczególne powody do satysfakcji może mieć niezwykle skuteczny 22-letni napastnik Edgar Cani, który strzelił także trzy poprzednie gole dla swojego zespołu i w sumie ma już na koncie osiem trafień. Inna sprawa, że goście powinni odnieść wyższe zwycięstwo, a katastrofalnie dysponowani lechiści mogą się cieszyć, że stracili tylko trzy bramki.

Była to również pierwsza porażka ekipy trenera Rafała Ulatowskiego na PGE Arenie Gdańsk.

Kibice gospodarzy nie zdążyli jeszcze wygodnie rozsiąść się na trybunach, kiedy ich drużyna w 14. minucie przegrywała już 0:2. W 9. minucie centrę z prawej strony Tomasza Jadłowca skuteczną główką zwieńczył Cani, a pięć minut później Albańczyk dostał dokładne podanie z lewej flanki od Pavela Sultesa i tym razem uderzeniem po ziemi pokonał Wojciecha Pawłowskiego.

Niewiele brakowało, aby kolejne akcje czesko-albańskiego duetu zakończyły się następnymi bramkami dla Czarnych Koszul. W 17. minucie po podaniu Caniego Sultes posłał piłkę obok słupka, sześć minut później tylko sporej dozie szczęścia oraz zimnej krwi Rafała Janickiego gospodarze mogą zawdzięczać, że Sultes do spółki z Canim nie podwyższyli wyniku. Z kolei w 27. minucie Pawłowski z najwyższym trudem obronił strzał czeskiego lewego pomocnika.

Szybko, składnie i z polotem grający zawodnicy Polonii nie mieli żadnych problemów ze sforsowaniem fatalnie grającej defensywy gdańskiego zespołu. Goście z łatwością 2-3 podaniami przedostawali się na pole karne Lechii, wygrywali większość spornych piłek i można było odnieść wrażenie, że jest ich na boisku więcej niż gospodarzy.

Kiedy wydawało się, że kolejne gole dla warszawiaków są kwestią czasu, kontaktową bramkę zdobyli biało-zieloni. W 37. minucie z prawej strony zagrał Josip Tadic, a Abdou Traore nie miał problemów z umieszczeniem piłki z najbliższej odległości w siatce.

Na ripostę polonistów nie trzeba było długo czekać. W 43. minucie goście szybko stonowali nastroje w ekipie rywali i sprawili, że gospodarze zeszli na przerwę z bagażem trzech straconych goli. I była to bliźniacza akcja do tej, po której Lechia zdobyła bramkę. W roli podającego wystąpił Robert Jeż, a niezawodnym egzekutorem okazał się Cani.

Drugą połowę gdańszczanie rozpoczęli z rozmachem, ale ich animusz dość szybko się wyczerpał. W 67. minucie niewiele brakowało, aby lechistów dobił Bruno Coutinho, który w sytuacji sam na sam z Pawłowskim, próbował go lobować, jednak przed utratą czwartego gola uratował Lechię Vytautas Andriuskevicus wybijając piłkę z linii bramkowej.

W rewanżu jedyny piłkarz gdańskiego zespołu, do którego nie można mieć zastrzeżeń, czyli Traore popisał się ładnym, ale minimalnie niecelnym strzałem. W końcówce dwóch znakomitych okazji nie wykorzystał dla Polonii Jeż. A w doliczonym czasie gry czerwoną kartką za uderzenie łokciem stopera gości Macieja Sadloka ukarany został napastnik Lechii Tomasz Dawidowski.

Lechia Gdańsk - Polonia Warszawa 1:3 (1:3)
Bramki: 0:1 Edgar Cani (9), 0:2 Edgar Cani (14), 1:2 Abdou Traore (37), 1:3 Edgar Cani (43).

Żółta kartka - Lechia Gdańsk: Piotr Wiśniewski. Polonia Warszawa: Bruno Coutinho. Czerwona kartka - Lechia Gdańsk: Tomasz Dawidowski (90+3).

Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków). Widzów 9 000.

Lechia Gdańsk: Wojciech Pawłowski - Rafał Janicki, Sergejs Kożans, Luka Vucko, Vytautas Andriuskevicius - Marcin Pietrowski (46. Ivans Lukjanovs), Łukasz Surma, Lewon Hajrapetjan - Josip Tadic (83. Tomasz Dawidowski), Abdou Traore, Piotr Wiśniewski.

Polonia Warszawa: Michał Gliwa - Jakub Tosik, Marcin Baszczyński, Maciej Sadlok, Dorde Cotra - Bruno Coutinho, Tomasz Jodłowiec, Łukasz Trałka, Robert Jeż (90+1. Łukasz Piątek), Pavel Sultes (83. Daniel Sikorski) - Edgar Cani (71. Tomasz Brzyski).