Termalica zaczęła spotkanie bardzo ostrożnie i cofnięta na własną połowę wyczekiwała, co zrobi Śląsk. Wrocławianie mieli inicjatywę, byli częściej w posiadaniu piłki, ale grali zbyt wolno i chaotycznie, aby przebić się przez zagęszczoną obronę gości. Podopieczni trenera Piotra Mandrysza widząc nieporadność gospodarzy coraz śmielej wychodzili do przodu i mogło to zaowocować golem. Po rzucie wolnym do piłki najwyżej wyskoczył Mateusz Kupczak, lecz trafił tylko w poprzeczkę.

Kiedy spotkanie stawało się coraz bardziej wyrównane, Śląsk przeprowadził jedną z nielicznych składnych akcji, po której piłka trafiła do Ryoty Morioki. Japończyk zdecydował się na strzał zza pola karnego. Nie uderzył mocno, ale bardzo precyzyjnie i Sebastian Nowak tylko wzrokiem odprowadził piłkę do siatki.

Po strzeleniu bramki Śląsk mocniej przycisnął, ale wrocławianom brakowało skutecznego wykończenia akcji. Najlepsza okazję miał Piotr Celeban, ale z kilku metrów uderzył na siłę i posłał piłkę wysoko nad bramką.

Z czasem wrocławianie zaczęli zwalniać tempo gry i sprawiali wrażenie zadowolonych z nikłego prowadzenia. Więcej ochoty do ataku przejawiali goście, ale brakowało im pomysłu na rozbicie defensywy Śląska. Udało się to praktycznie raz, kiedy Tomasz Foszmańczyk wykorzystał niezdecydowanie Adama Kokoszki oraz Celebana i wychodził na sam na sam z Mateuszem Abramowiczem. Pomocnik gości za daleko wypuścił sobie jednak piłkę, którą przejął bramkarz Śląska.

W drugiej połowie gospodarze zaczęli grać wysokim pressingiem i Termalica momentami miała duże problemy z wyjściem z własnej połowy. Taka taktyka mogła szybko przynieść drugiego gola. Po zagraniu Kamila Bilińskiego w dogodnej sytuacji był Morioka, lecz tym razem jego techniczne lekkie uderzenie było minimalnie niecelne.

Goście szukali szans na wyrównanie w kontratakach i stałych fragmentach gry. I po jednym z nich zdołali doprowadzić do remisu. W 62. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka w ogromnym zamieszaniu tak nieszczęśliwie odbiła się od Laszy Dwalego, że wpadła do bramki.

Spotkanie od tego momentu stało się żywsze, bo Śląsk wyraźnie przyspieszył ataki. Wrocławianie swoje akcje kończyli jednak przeważnie dośrodkowaniami, ale w polu karnym dominowali rośli defensorzy gości.

Prawdziwe emocje zaczęły się dopiero w ostatnich dziesięciu minutach. Termalica nie zamierzała zadowolić się tylko punktem i im było bliżej końca spotkania, tym coraz większą liczbą zawodników atakowało. To dawało okazje Śląskowi do kontr i po jednej z takich akcji padła decydująca bramka. W 86. minucie prawą stroną uciekł Jacek Kiełb i mocno dośrodkował do wbiegającego Bence Mervo, a Patryk Fryc tak pechowo przeciął to zagranie, że skierował piłkę do własnej bramki.

Termalica rzuciła się niemal całym zespołem do ataku, lecz nie zdołała już doprowadzić do remisu.

Śląsk Wrocław – Termalica Bruk-Bet Nieciecza 2:1 (1:0)
Bramki: 1:0 Ryota Morioka (18), 1:1 Lasza Dwali (62-samobójcza), 2:1 Patryk Fryc (86-samobójcza).
Żółta kartka – Śląsk: Paweł Zieliński, Ryota Morioka. Termalica: Mateusz Kupczak, Dawid Sołdecki.
Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków).
Widzów: 11 390.
Śląsk Wrocław: Mateusz Abramowicz - Paweł Zieliński, Piotr Celeban, Adam Kokoszka, Lasza Dwali - Peter Grajciar (80. Jacek Kiełb), Tom Hateley, Marcel Gecov, Ryota Morioka, Robert Pich (88. Tomasz Hołota) - Kamil Biliński (56. Bence Mervo).
Termalica Bruk-Bet Nieciecza: Sebastian Nowak - Sebastian Ziajka (46. Dawid Plizga), Pavol Stano, Dawid Sołdecki, Artem Putiwcew - Patryk Fryc, Bartłomiej Babiarz, Tomasz Foszmańczyk, Mateusz Kupczak, Martin Juhar (77. Vladislavs Gutkovskis) - Stefan Nikolic (65. Wojciech Kędziora).