W ostatniej kolejce emocje trwały dłużej niż się spodziewano. W Białymstoku kibice w trakcie gry wrzucili na boisko serpentyny i sędzia musiał na chwilę przerwać mecz, aby można było je uprzątnąć. Spotkanie zostało przedłużone o 10 minut.

To oznaczało, że po zakończeniu meczu w Warszawie piłkarze i fani Legii musieli śledzić ostatnie kilka minut starcia Jagiellonii z Lechem, gdzie wówczas było już 2:2. Gdyby gospodarze zdobyli trzecią bramkę, to oni cieszyliby się z tytułu. Ostatecznie na Podlasiu wynik już nie uległ zmianie i po tych kilku nerwowych minutach obrońcy tytułu mogli już cieszyć się w szatni z kolejnego trofeum.

Niestety chwilę później doszło do przykrego incydentu na środku boiska przy Łazienkowskiej. 30 tysięcy kibiców zebranych na trybunach mogło się przekonać, że nawet nosząc szalik ukochanej drużyny nie można czuć się bezpiecznie.

Na murawie oprócz cieszących się piłkarzy pojawili się chuligani, którzy uczestniczą w ustawkach. Gdy jeden ze "zwykłych" kibiców Legii wbiegł na boisko, by cieszyć się z piłkarzami został brutalnie pobity. Można powiedzieć, że miał wiele szczęścia, bo cała sytuacja mogła się dla niego skończyć tragicznie. Ochrona nie interweniowała.

Rano poinformowano nas w klubie, że Legia Warszawa przedstawi oficjalne stanowisko w tej sprawie. Komunikat mistrzów Polski jest bardzo lakoniczny i w żaden sposób nie wyjaśnia, jak stało się możliwe, że grupa ponad 20 osiłków spacerowała sobie swobodnie po płycie boiska.

Oficjalny komunikat Legii:
Informujemy, że Legia Warszawa jednoznacznie potępia wszelkie przejawy agresji. Klub podjął już stosowane działania związane z incydentem, który wydarzył się na płycie boiska po zakończeniu meczu z Lechią Gdańsk.
Żałujemy, że takie wydarzenie zakłóciło uroczystości celebrowania zdobycia przez Legię tytułu Mistrza Polski, które według posiadanej przez Klub wiedzy, przebiegły bez zakłóceń. Wyciągniemy z tego wnioski i podejmiemy stosowne decyzje.