Od pierwszej minuty przewagę posiadał Śląsk. Wrocławianie byli częściej przy piłce, atakowali, a Arka cofnięta na własną połowę czekała na kontrataki. Podopieczni trenera Jana Urbana grali ofensywniej, ale nie przekładało się to na liczbę sytuacji bramkowych, bo mieli duże problemy z przedarciem się przez zagęszczoną defensywę rywali.

Pierwszy groźną okazję mogli mieć goście, ale Szymon Nowicki za daleko wypuścił sobie piłkę, wychodząc na tzw. czystą pozycję. Później szansę trafienia do siatki miał Ruben Jurado, lecz został w ostatniej chwili zablokowany.

Kiedy Śląsk przyspieszył nieco swoje akcje, też zaczął zagrażać bramce rywali. Największe zagrożenie wrocławianie stwarzali jednak po stałych fragmentach gry. Po rzutach rożnych bliscy trafienia do siatki byli Piotr Celeban oraz Mariusz Pawelec, ale za każdym razem Pavels Steinbors zdołał wybić piłkę zmierzającą do siatki. Tak samo jak po akcji Pawelca z Robertem Pichem i uderzeniu tego drugiego, kiedy wydawało się, że piłka wpadnie w końcu do bramki.

Kiedy wydawało się, że w pierwszej połowie kibice nie doczekają się goli, Arka wywalczyła rzut rożny. Z narożnika boiska dośrodkował Siergiej Krivets, a do piłki najwyżej wyskoczył Antoni Łukasiewicz i Jakub Wrąbel był bez szans.

Śląsk w drugiej połowie zamiast gonić rywali, zaczął od straty drugiej bramki. Po dośrodkowaniu Krivca zawodnicy gospodarzy tak wybijali piłkę, że ta trafiła pod nogi Damiana Zbozienia. Pomocnik gości nie uderzył mocno, ale Wrąbel i tak dał się zaskoczyć.

Szybko stracony po przerwie drugi gol wyraźnie podłamał wrocławskich piłkarzy. Gospodarze nadal posiadali przewagę, ale atakowali bez przekonania. Arka natomiast zadowolona z prowadzenia skutecznie się broniła i szukała kolejnych trafień w kontratakach.

Ożywienie w poczynania Śląska wniósł dopiero wprowadzony za Kamila Vacka Sito Riera. Pięć minut po tym, jak Hiszpan wszedł na boisko, Arkadiusz Piech popisał się fantastycznym uderzeniem przewrotką i było już tylko 1:2.

Wrocławianie po strzeleniu kontaktowego gola rzucili się do ataków i mogli szybko doprowadzić do remisu, ale fenomenalną paradą popisał się Steinbors. Po uderzeniu głową Celebana wydawało się, że piłka musi wpaść do siatki, ale bramkarz Arki jakimś cudem zdołał ją wybić. Kilka chwil później kibice Śląska już zaczęli celebrować drugiego gola, ale sędzia uznał, że Marcin Robak przy uderzeniu był na pozycji spalonej.

Śląsk rzucając się do ataku, narażony był na kontry. Po jednym z takich wypadów Rafał Siemaszko mógł definitywnie rozstrzygnąć losy meczu, ale przegrał pojedynek z Wrąblem.

W ostatnich dziesięciu minutach gospodarze musieli sobie radzić w dziesiątkę, bo za faul na Patryku Kunie czerwoną kartką został ukarany Augusto. Zmiana układu sił nie wpłynęła na obraz gry – Śląsk dalej atakował, a Arka się broniła. Wrocławianie w końcu trafili do siatki, ale Robak był na pozycji spalonej i była to ostatnia okazja gospodarzy na doprowadzenie do remisu.

Śląsk Wrocław – Arka Gdynia 1:2 (0:1)
Bramki: 0:1 Antoni Łukasiewicz (45-głową), 0:2 Damian Zbozień (52), 1:2 Arkadiusz Piech (66)
Żółta kartka – Śląsk Wrocław: Kamil Vacek, Michał Chrapek, Mariusz Pawelec, Jakub Kosecki. Arka Gdynia: Grzegorz Piesio, Michał Marcjanik
Czerwona kartka – Śląsk Wrocław: Augusto (80-faul)
Sędzia: Piotr Lasyk (Bytom)
Widzów: 8 421
Śląsk Wrocław: Jakub Wrąbel – Mariusz Pawelec, Piotr Celeban, Igors Tarasovs, Augusto – Jakub Kosecki, Michał Chrapek (77. Łukasz Madej), Kamil Vacek (61. Sito Riera), Robert Pich – Arkadiusz Piech - Marcin Robak
Arka Gdynia: Pavels Steinbors - Damian Zbozień, Michał Marcjanik, Frederik Helstrup, Adam Marciniak – Szymon Nowicki (46. Patryk Kun), Antoni Łukasiewicz, Mateusz Szwoch, Siergiej Kriwiec, Grzegorz Piesio (89. Tadeusz Socha) – Ruben Jurado (70. Rafał Siemaszko).