Licząc zawodników kontuzjowanych i pauzujących za kartki, trener Śląska Jan Urban w niedzielę nie mógł skorzystać z aż dziewięciu piłkarzy. Pierwszą jedenastkę udało się wrocławianom jakoś złożyć. Na ławce rezerwowych najbardziej doświadczonym zawodnikiem był 21-letni bramkarz Jakub Wrąbel, który do tej pory miał miejsce w wyjściowym składzie, ale po ostatnim słabszym występie przeciwko Arce Gdynia zastąpił go Jakub Słowik.

Dostępni zawodnicy wymusili na trenerze Urbanie zmianę ustawienia zespołu. Po raz pierwszy Śląsk zagrał trójką defensorów, wśród który był debiutujący w pierwszym składzie w ekstraklasie 19-letni Konrad Poprawa.

Na boisku długo nie było widać, że wrocławianie grają w osłabionym składzie. To zresztą Śląsk pierwszy zagroził bramce rywali, ale strzał Dragoljuba Srnica zza pola karnego był minimalnie niecelny. Chwilę później po dośrodkowaniu Sito Riery w idealnej sytuacji znalazł się Arkadiusz Piech i przestrzelił.

Zagłębie zaczęło przeważać pod koniec pierwszej połowy. Lubinianie podeszli z wyższym pressingiem, zaczęli grać szybciej i Śląsk miał problemy z wyjściem z własnej połowy. Goście powinni ten okres udokumentować golem. Po dośrodkowaniu z prawej strony zupełnie niepilnowany w polu karnym Arkadiusz Woźniak uderzył z kilku metrów, ale Jakub Słowik instynktownie zdołał odbić piłkę nad poprzeczkę.

Po zmianie stron optyczną przewagę posiadali podopieczni trenera Piotra Stokowca. Częściej byli przy piłce i częściej gościli na połowie rywali, jednak nie potrafili wypracować sobie sytuacji bramkowej.

Śląsk atakował rzadziej, za to groźniej. Po dośrodkowaniu Łukasza Madeja Robert Pich technicznie uderzył głową i wydawało się, że piłka wpadnie do siatki, ale Martin Polacek popisał się doskonałym refleksem i uratował swój zespół.

Wydawało się, że piłkę meczową miał Woźniak w 90. minucie. Po dośrodkowaniu z prawej strony Madej odpuścił zupełnie krycie i Woźniak znalazł się sam kilka metrów przed bramką, ale fatalnie spudłował.

Największe emocje dopiero nadeszły. W doliczonym czasie gry faulowany był przed polem karnym Piech. Do piłki podszedł Sito Riera, a w ogromnym zamieszaniu najwyżej do piłki wyskoczył Mathieu Scalet i trafił do siatki. Zagłębie zaczęło protestować, a sędzia nasłuchiwał weryfikacji. Kiedy wskazał na środek boiska, cała ławka rezerwowych Śląska wybiegła na boisko i zaczęła świętować. Lubinianie już nie wznowili gry.

Śląsk Wrocław - KGHM Zagłębie Lubin 1:0 (0:0)
Bramki: 1:0 Mathieu Scalet (90+4-głową)
Żółta kartka - Śląsk Wrocław: Piotr Celeban. KGHM Zagłębie Lubin: Filip Jagiełło, Sasa Balic, Bartosz Kopacz
Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń)
Widzów: 10 057
Śląsk Wrocław: Jakub Słowik - Konrad Poprawa, Piotr Celeban, Igors Tarasovs - Robert Pich, Dragoljub Srnic (80. Adrian Łyszczarz), Kamil Vacek, Łukasz Madej (90+1. Mathieu Scalet), Sito Riera - Arkadiusz Piech, Marcin Robak
KGHM Zagłębie Lubin: Martin Polacek - Sasa Balic, Lubomir Guldan, Bartosz Kopacz - Alan Czerwiński, Jarosław Kubicki, Adam Matuszczyk, Filip Jagiełło (74. Adam Buksa), Patryk Tuszyński (89. Jakub Tosik), Arkadiusz Woźniak - Jakub Świerczok (69. Bartłomiej Pawłowski).