"Pasy" wiosną na możliwych 18 punktów wywalczyły już 13, a w sobotę dodatkowo przerwały dobrą passę Pogoni na własnym stadionie, gdzie zespół trenera Kosty Runjaica nie przegrał pięciu poprzednich spotkań.

Tym razem jednak mecz ułożył się po myśli gości, gdyż prowadzili już od piątej minuty po golu Krzysztofa Piątka. To jego 12. trafienie w sezonie. W 22. minucie na 2:0 podwyższył głową Ukrainiec Ołeksij Dytiatjew, a tuż przed końcowym gwizdkiem samobójczą bramką rezultat ustalił Kamil Drygas.

"Gdyby ktoś zobaczył, gdzie są w tabeli zespoły, które dziś grały, to by nie uwierzył. Było to bowiem bardzo dobre spotkanie. Ciekawe i rozegrane w dobrym tempie. Będziemy robić wszystko, by awansować do pierwszej ósemki. Jeszcze niedawno wydawało się to niemożliwe" - zaznaczył trener "Pasów" Michał Probierz.

Porażka mocno skomplikowała sytuację Pogoni, która w trzecim kolejnym występie nie zdobyła gola i z 25 pkt jest 14. w tabeli. Takim samym dorobkiem może się pochwalić Bruk-Bet Termalica Nieciecza, ale ta drużyna w 27. kolejce na boisko wyjdzie dopiero w poniedziałek i w Gdyni zmierzy się z Arką.

Cracovia z 35 pkt zajmuje dziewiątą pozycję i traci trzy do ósmego KGHM Zagłębia Lubin. Dystans byłby jeszcze mniejszy, gdyby Filip Starzyński już w doliczonym przez sędziego czasie gry uderzeniem z rzutu wolnego nie zapewnił "Miedziowym" remisu w Zabrzu z Górnikiem.

Gospodarze dwukrotnie w tym spotkaniu obejmowali prowadzenie po celnych główkach obrońców - Michała Wieteski (piąty gol w sezonie) i Hiszpana Daniego Suareza. Autorem pierwszego trafienia dla lubinian, którzy przez 80 minut po czerwonej kartce dla Mateusza Matrsa grali w osłabieniu, był czeski napastnik Filip Mares.

"To strasznie nas boli, ale uważam, że moi chłopcy w takich meczach się rozwijają. Tego rodzaju spotkania wpłyną na to, że w kolejnych będą lepiej przygotowani do gry do ostatniej minuty" - przyznał trener zabrzan Marcin Brosz.

Wierzy też, że w końcu strzelecką niemoc przełamie Igor Angulo. Hiszpan w drugiej części sezonu jeszcze nie trafił do siatki i w klasyfikacji najskuteczniejszych piłkarzy ekstraklasy dogonił go jego rodak Carlitos.

Napastnik Wisły Kraków popisał się hat-trickiem w zakończonym zwycięstwem 3:1 pojedynku ze Śląskiem i podobnie jak Angulo ma już na koncie 19 goli. Wrocławianie wiosną wywalczyli tylko dwa punkty i mimo zmiany trenera na dobre ugrzęźli w dolnej połowie tabeli.

"Przez około 60 minut był to wyrównany mecz, ale na boisku był jeden zawodnik, który +zrobił różnicę+ i zdobył trzy bramki. Gratuluję Carlitosowi, zagrał świetny mecz. My tak skutecznego piłkarza nie mieliśmy" - przyznał szkoleniowiec Śląska Tadeusz Pawłowski, który nie mógł skorzystać z chorego na anginę najlepszego strzelca swojej drużyny Marcina Robaka.

Jeszcze gorsze nastroje niż we Wrocławiu panują w Nowym Sączu. Zamykająca tabelę Sandecja uległa w Niecieczy, gdzie podejmuje ligowych rywali, innemu zespołowi walczącemu o utrzymanie - Piastowi Gliwice 0:3. To 18. kolejny mecz beniaminka bez zwycięstwa. Goście, którzy już w czwartym z rzędu spotkaniu (nie licząc przerwanego z Górnikiem przed tygodniem) nie stracili gola, dzięki trzem punktom awansowali na 12. lokatę.

"O naszej porażce przesądziła przede wszystkim pierwsza połowa. Nie było nas wtedy na boisku, a rywale strzelili dwa gole" - wspomniał trener Sandecji Kazimierz Moskal.

W rundzie wiosennej po raz pierwszy przegrała Korona Kielce, która w Płocku uległa Wiśle 0:2. Bramki w drugiej połowie zdobyli Damian Byrtek i Gruzin Giorgi Merebaszwili. Był to pojedynek szóstego z piątym zespołem tabeli, a w sobotę wieczorem zamieniły się one pozycjami. Miejscowi z 42 pkt mogą już być praktycznie pewni, że w dodatkowej fazie rozgrywek rywalizować będą z najlepszymi.

W niedzielę dwa najciekawiej zapowiadające się spotkania tej serii - trzeci w tabeli Lecha zagra z prowadzącą Jagiellonią Białystok, a Lechia Gdańsk z nowym trenerem Piotrem Stokowcem podejmie Legię Warszawa.

Postawa Jagiellonii po przerwie zimowej musi budzić uznanie i respekt. Ekipa trenera Ireneusza Mamrota odniosła komplet pięciu zwycięstw i straciła tylko jednego gola. Dzięki temu awansowała na pozycję lidera i po 26 kolejkach z dorobkiem 51 punktów o trzy wyprzedza Legię Warszawa i już o osiem Lecha.

W Poznaniu liczą, że po dobrym, ale przegranym (1:2) spotkaniu w stolicy, na własnym obiekcie "Kolejorz" poradzi sobie z zespołem z Białegostoku, co pozwoli mu się włączyć do walki o tytuł. Główną przesłanką do optymizmu są dobre wyniki piłkarzy Nenada Bjelicy przy Bułgarskiej, gdzie z 12 dotychczasowych meczów wygrali dziewięć, a trzy zremisowali. W pięciu ostatnich odnieśli zwycięstwa, a punktów nie stracili od 27 października, kiedy z Wisłą Kraków było 1:1.

"Rywale są na fali, ale my też u siebie jesteśmy mocni. Szykuje się ciekawe widowisko" - podkreślił pomocnik Lecha Maciej Gajos, który do Poznania trafił z Białegostoku.

Co może martwić kibiców gospodarzy, poza świetną passą Jagiellonii? Wyniki poprzednich pojedynków z tym rywalem. Żadnego z siedmiu ostatnich lechici nie wygrali, a doznali w nich aż pięciu porażek. Na zwycięstwo czekają od 6 marca 2015, kiedy w Poznaniu było 2:0.

Lechia nie zdobyła kompletu punktów już od ośmiu kolejek, co sprawiło, że drużynie mającej walczyć o najwyższe cele znacznie bliżej jest obecnie do strefy spadkowej. O czołowej ósemce przed podziałem tabeli i dodatkową fazą sezonu w Gdańsku mogą zapomnieć, a terminarz też nie będzie sprzymierzeńcem lechistów, których - poza meczem z Legią - czekają potyczki z Lechem, Koroną Kielce i derby z Arką Gdynia.

"Terminarz mamy trudny, ale zawodnicy Lechii mają coś do udowodnienia. Takie mecze są nie tylko fajne dla kibiców, ale także stanowią okazję dla piłkarzy do pokazania się i przełamania złej serii" – zauważył Stokowiec.