W pierwszej połowie gospodarze mogli strzelić przynajmniej trzy-cztery gole, tymczasem do siatki trafiali górnicy. Podopieczni Marcina Brosza nie potrzebowali aż tylu dobrych sytuacji, ale byli wyjątkowo skuteczni.

Lech wyszedł na boisko z mocno ofensywnym nastawieniem, za pauzującego za żółte kartki obrońcę Roberta Gumnego, wystąpił pomocnik Mario Situm. Już po kwadransie poznaniacy powinni prowadzić 2:0. Rozgrywający znakomite spotkanie Kamil Jóźwiak z dystansu trafił w słupek, a po chwili, po podaniu Radosława Majewskiego przegrał pojedynek jeden na jeden z Tomaszem Loską.

Lechici na moment zapomnieli o obronie i nie upilnowali Marcina Urynowicza, który stojąc 10 metrów od bramki Matusa Putnocky’ego miał sporo czasu, by swobodnie przymierzyć w samo okienko.

Nie zrażeni stratą gola lechici zaatakowali jeszcze z większym animuszem. Loska popisał efektowną paradą po główce Christiana Gytkjaera, potem zabrzanie mogli mówić o szczęściu, gdy piłka po strzałach głową Nikoli Vujadinovicia i Tymoteusza Klupsia minimalnie mijała słupek.

W 35. min. niewinnie zapowiadająca się akcja Górnika zakończyła się drugą bramką. Putnocky odbił przed siebie piłkę po uderzeniu Szymona Żurkowskiego, a nadbiegający Mateusza Wieteska bez kłopotów trafił do siatki.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie, ale "Kolejorz" z każdą upływająca minutą grał coraz bardziej nerwowo. Coraz trudniej przychodziło im kreowanie dogodnych sytuacji, jakich mnóstwo mieli w pierwszej odsłonie. Łukasz Trałka próbował zaskoczyć Loskę z ostrego kąta, ale uderzył wyjątkowo niecelnie.

Górnik grał na luzie, swoich szans szukał w kontratakach, ale też w niepewnej postawie defensywy Lecha. Znakomitą szansę zmarnował Damian Kądzior, który mając przed sobą tylko Putnocky’ego, zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału.

Poznaniacy zlekceważyli ten "sygnał ostrzegawczy" i po chwili Szymon Matuszek, po podaniu piłki z autu przez Rafała Kurzawę, podwyższył wynik. Lewoskrzydłowy Górnika był bohaterem kolejnej akcji – wprawdzie jego strzał obronił bramkarz gospodarzy, ale dobitka Kądziora była już skuteczna.

Trener Nenad Bjelica desygnował na boisko Macieja Makuszewskiego, dla którego był to pierwszy występ po poważnej kontuzji kolana, jakie nabawił się niespełna pięć miesięcy temu. Reprezentant Polski w błyskawicznym tempie przeszedł rehabilitację, ale też nie sądził, że jego powrót do gry nastąpi w tak nieciekawych okolicznościach. Mimo to, pomocnik skrzydłowy chwilę później zaliczył asystę przy golu Ołeksija Chobłenki.

Fani "Kolejorza" zaczęli złośliwie skandować "jeszcze cztery", ale gospodarzom czasu starczyło tylko na zdobycie jednego gola. Akurat najładniejszego tego wieczoru - efektowną przewrotką popisał się Maciej Gajos.

Lech Poznań - Górnik Zabrze 2:4 (0:2)
Bramki: 0:1 Marcin Urynowicz (18), 0:2 Mateusz Wieteska (35), 0:3 Szymon Matuszek (69), 0:4 Damian Kądzior (73), 1:4 Ołeksij Chobłenko (75-głową), 2:4 Maciej Gajos (90+3)
Żółta kartka - Lech Poznań: Nikola Vujadinovic, Radosław Majewski, Emir Dilaver. Górnik Zabrze: Adrian Gryszkiewicz, Paweł Bochniewicz, Mateusz Wieteska, Tomasz Loska
Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń)
Widzów: 28 629
Lech Poznań: Matus Putnocky - Mario Situm, Emir Dilaver, Nikola Vujadinovic, Wołodymyr Kostewycz - Tymoteusz Klupś (46. Ołeksij Chobłenko), Łukasz Trałka, Radosław Majewski (73. Maciej Makuszewski), Maciej Gajos, Kamil Jóźwiak - Christian Gytkjaer
Górnik Zabrze: Tomasz Loska - Mateusz Wieteska (90. Adam Wolniewicz), Dani Suarez, Paweł Bochniewicz, Adrian Gryszkiewicz - Damian Kądzior, Szymon Matuszek, Szymon Żurkowski, Rafał Kurzawa - Daniel Smuga (80. Dariusz Pawłowski), Marcin Urynowicz (87. Michał Koj)