KGHM Zagłębie Lubin - Pogoń Szczecin 0:2 (0:1)

Bramki: 0:1 Kamil Drygas (15-karny), 0:2 Radosław Majewski (48).

Żółta kartka - KGHM Zagłębie Lubin: Jakub Tosik, Lubomir Guldan, Władisław Sirotow, Adam Matuszczyk, Filip Starzyński. Pogoń Szczecin: Hubert Matynia, Kamil Drygas, Sebastian Kowalczyk, Sebastian Walukiewicz.

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Widzów 3 106.

KGHM Zagłębie Lubin: Dominik Hładun - Bartosz Kopacz, Lubomir Guldan, Daniel Dziwniel, Jakub Tosik - Władisław Sirotow (46. Bartłomiej Pawłowski), Adam Matuszczyk, Filip Jagiełło, Filip Starzyński, Damjan Bohar (58. Łukasz Janoszka) - Jakub Mares (9. Patryk Tuszyński).

Pogoń Szczecin: Łukasz Załuska - David Niepsuj, Sebastian Walukiewicz (88. Sebastian Rudol), Lasza Dwali, Ricardo Nunes - Sebastian Kowalczyk, Tomas Podstawski, Kamil Drygas, Radosław Majewski, Hubert Matynia - Adam Buksa (90+3. Adrian Benedyczak).

Mecz się rozpoczął źle dla Zagłębia, a przede wszystkim Jakuba Maresa, który po raz pierwszy w tym sezonie wyszedł w spotkaniu ligowym w podstawowym składzie i na boisku wytrzymał zaledwie kilka minut. W walce o piłkę czeski napastnik zderzył się głową z Sebastianem Walukiewiczem i padł na murawę. Długo był opatrywany przy linii bocznej aż zapadła decyzja, że do gry już nie wróci. Jego miejsca zajął Patryk Tuszyński.

Jeżeli wymuszona zmiana popsuła plany Zagłębie na to spotkanie, to kilka minut później założenia przedmeczowe zupełnie legły w gruzach. Zaczęło się od tego, że po rzucie rożnym i starciu z Jakubem Tosikiem w polu karnym upadł Adam Buksa. Kilka chwil później arbiter przerwał grę i po weryfikacji wideo uznał, że obrońca gospodarzy faulował napastnika przyjezdnych. Do ustawionej na jedenastym metrze piłki podszedł Kamil Drygas, "wyczekał" Dominika Hładuna i pewnie trafił do bramki.

Pogoń po strzeleniu gola nie zamierzała się cofać. Wciąż prezentowała się lepiej niż lubinianie, nacierała i z dużą łatwością przedostawała się w pobliże pola karnego rywali. Szczecinianom brakowało w ostatniej fazie akcji dokładnego podania i poza strzałem Huberta Matyni nie potrafili zagrozić bramce strzeżonej przez Hładuna.

Po pół godzinie obraz gry się zmienił. Zagłębie podeszło wyżej pod rywali, szybciej odbierało piłkę i uzyskało optyczną przewagę. Podopieczni trenera Lewandowskiego nie potrafili jednak skonstruować do przerwy ani jednej akcji, po której mieliby szansę na odrobienie strat. Poza strzałem aktywnego Adama Matuszczyka bramkarz gości Łukasz Załuska był bezrobotny.

Drugą połowę Zagłębie rozpoczęło od zdecydowanego pressingu i... straty drugiego gola. Radosław Majewski huknął z linii pola karnego z lewej nogi i trafił idealnie - piłka odbiła się w prawym rogu od poprzeczki i wpadła do siatki. O takich golach zwykło się mówić "stadiony świata".

Lubinianie mieli prawie 45 minut na odrobienie strat, ale sprawiali wrażenie, jakby spotkanie zostało już rozstrzygnięte. Ochotę do gry wykazywali Matuszczyk i Bartłomiej Pawłowski, który w przerwie zastąpił bezproduktywnego Rosjanina Władisława Sirotowa, ale pozostali gracze Zagłębie byli bardzo apatyczni. Zupełnie niewidoczny był Tuszyński, a Filip Starzyński już dawno nie zaliczył tylu strat.

Pogoń kontrolowała wydarzenia na boisku i przy lepszym rozegraniu kilku ataków, mogła zdobyć kolejne gole. Szansę na drugą bramkę miał m.in. Majewski, ale posłał piłkę wysoko nad bramką.

Gospodarzom udało się zepchnąć rywali do głębszej defensywy dopiero w ostatnich minutach spotkania. Sytuacji bramkowych jednak brakowało. Kilka razy mocno zakotłowało się w polu karnym szczecinian i to było wszystko. W doliczonym czasie gry Tuszyński miał szansę zdobyć kontaktowego gola, ale nie zorientował się, gdzie jest piłka i Załuska wyjaśnił sytuację.