Zanim niemiecki arbiter Karl Wald wpadł na pomysł, by w przypadku nierozstrzygniętego meczu o zwycięstwie decydowały rzuty karne, zdawano się na tzw. ślepy los i rzut monetą. W ten sposób m.in. w 1968 roku do finału ME awansowali Włosi.

Po raz pierwszy w historii ME rzuty karne wykonywano w 1976 roku i to od razu w finale. Techniczna "podcinka" Antonina Panenki zapewniła reprezentacji Czechosłowacji tytuł mistrzowski.

Ta sama ekipa wykazała się zimną krwią także cztery lata później. W spotkaniu o trzecie miejsce z Włochami decydująca okazała się dziewiąta seria. Spudłował Fulvio Collovati, a Jozef Barmos zapewnił zespołowi Czechosłowacji brązowy medal.

W 1984 roku seria rzutów karnych zatrzymała w drodze do finału "Duński Dynamit". Największa gwiazda tego zespołu - Preben-Elkjaer Larsen - nie wykorzystał jednej z "jedenastek" w półfinale z Hiszpanią.

W 1992 roku fortuna uśmiechnęła się do Duńczyków. Z 11 metrów, również w serii decydującej o awansie do finału, pomylił się słynny Marco van Basten i broniący tytułu Holendrzy odpadli.

Na angielskich boiskach cztery lata później można było oglądać prawdziwy festiwal rzutów karnych - dwukrotnie w ćwierćfinałach i w obu półfinałach. W ten sposób Anglicy wyeliminowali Hiszpanów (0:0; 4-2), a Francuzi - Holendrów (0:0; 5-4), z kolei awans do finału Czesi wywalczyli kosztem Francuzów (0:0; 6-5), a Niemcy w półfinale okazali się lepsi od ekipy gospodarzy (1:1; 6-5).

W 2000 roku z presją ponownie nie poradzili sobie gospodarze. W półfinale z Włochami Holendrzy zmarnowali dwie jedenastki w trakcie meczu i trzy w serii rzutów karnych, odpadając z turnieju (0:0; 1-3).

W 2004 roku w Portugalii rzuty karne dwukrotnie decydowały o awansie do półfinału. Gospodarze pokonali Anglików (2:2; 6-5); a Holendrzy zwyciężyli Szwedów (0:0; 5-4).

Historia powtórzyła się w Austrii i Szwajcarii. W ten sposób do półfinału zakwalifikowały się ekipy Turcji i Hiszpanii. Mniej szczęścia i umiejętności mieli, odpowiednio, Chorwaci i Włosi. Bohaterem drugiego z tych spotkań został Iker Casillas, który obronił uderzenia z 11 metrów Daniele De Rossiego i Antonio Di Natale.

Przed czterema laty w Polsce i na Ukrainie w ten sposób do kolejnej rundy "prześlizgnęli się" Włosi i Hiszpanie. Italia wyeliminowała w ćwierćfinale Anglię, natomiast "La Roja", późniejszy triumfator, pokonała Portugalię w półfinale. Po 120 minutach w obu spotkaniach było 0:0.