W fazie grupowej Włochy, które w mistrzostwach Starego Kontynentu biorą udział po raz 9., zmierzą się 13 czerwca z Belgią w Lyonie, 17 czerwca ze Szwecją w Tuluzie i 22 czerwca z Irlandią w Lille.

Opinię weterana włoskiej reprezentacji, jakim jest 38-letni król bramki „Gigi” Buffon, podziela zdecydowana większość komentatorów. Na łamach prasy dominuje spokojny realizm, pozbawiony wygórowanych oczekiwań i nadziei.

Optymizmu nie traci „La Gazzetta dello Sport”, która powody do niego odnajduje w statystykach i to także takich, które paradoksalnie nie są najlepsze. Przypomina, że w ciągu dwóch lat drużyna pod wodzą Conte wspięła się na 10. miejsce w rankingu FIFA w marcu zeszłego roku, zaledwie cztery miesiące później spadła na 17. pozycję. Ostatnio Azzurri awansowali na 12. miejsce i z niego rozpoczynają Euro 2016.

Największy dziennik sportowy zwraca następnie uwagę na pewną osobliwość: gdy Włosi przystępują do mistrzostw nie jako faworyci, osiągają zazwyczaj bardzo dobre rezultaty. Jak zauważa, na mundial w 1994 roku pojechali do USA zajmując 16. miejsce w rankingu, a zostali wicemistrzami świata.

Cztery lata temu jechali na polsko-ukraińskie Euro jako 12. drużyna, a trafili do finału, gdzie przegrali z Hiszpanią.

W latach, gdy Włosi byli w dziesiątce najlepszych na świecie, przegrywali i odpadali; tak było na mundialu w 2002 roku, 2010 i 2014 r. oraz na mistrzostwach Europy w 2008 - zauważa „La Gazzetta dello Sport”.

„Nie jesteśmy faworytami? I dobrze” - zauważył dziennik.

Buffon podkreślił przed odlotem do Montpellier, że właśnie dlatego emocje przed tymi mistrzostwami są tak duże.

W podobnym tonie wypowiedział się Alessandro Del Piero, który był w drużynie mistrzów świata z 2006 roku. "Włochy nie są faworytem, a to jest najlepsza sytuacja" - stwierdził.

W składzie znaleźli się doświadczeni zawodnicy narodowej reprezentacji, jak Andrea Barzagli, Giorgio Chiellini, Leonardo Bonucci, którzy z Buffonem tworzą najsilniejszy trzon Juventusu, a także Daniele De Rossi, Antonio Candreva. Zwraca się uwagę na to, że są wśród nich piłkarze drużyny, która 10 lat temu zdobyła mistrzostwo świata wygrywając z Francją.

Powołani zostali też młodsi od nich i coraz lepsi: Stephan El Shaarawy, Ciro Immobile, Alessandro Florenzi, Federico Bernardeschi, Simone Zaza.

Największe nadzieje pokłada się w Buffonie, okrzykniętym najlepszym włoskim piłkarzem wszech czasów.

Zdaniem komentatorów na ostatniej prostej przed pierwszym meczem we Francji największym wyzwaniem jest to, że włoska drużyna nie jest zdolna do tego, by pokazać wszystkie swoje atuty od samego początku. Przeciwnie - jest to zespół, który dojrzewa z meczu na mecz.

Tym razem jednak, ostrzega prasa, Conte musi znaleźć sposób na to, by piłkarze dali z siebie maksimum od pierwszej chwili. Jak się zauważa, grupa, w której jest Belgia, Szwecja i Irlandia nie daje czasu ani szans na eksperymenty.

Trener oświadczył w środę, że widzi w swych zawodnikach wielką wolę pracy.

Jest wiele pasji i entuzjazmu, pracujemy, by dać z siebie wszystko - to możemy obiecać - zapewnił Conte, który na mistrzostwach pożegna się z reprezentacją i zaraz po powrocie z Francji rozpocznie pracę w klubie Chelsea. Jego następcą będzie 68-letni Giampiero Ventura, z którym kontrakt podpisano w przeddzień odlotu kadry do Francji.

Conte daleki jest od snucia zbyt ambitnych planów na najbliższy miesiąc i zachowuje stoicki spokój. Ocenia, że punktem wyjścia i najmocniejszą stroną jest obrona złożona z niezawodnych zawodników Juventusu, mistrza kraju po raz piąty z rzędu. Był ich trenerem i ma teraz nadzieję na to, że pewność siebie i zapał piłkarze „Juve” przekażą pozostałym kolegom.

O strategii trener mówi niewiele, ale w przeddzień wyjazdu ujawnił: "Będziemy atakować możliwie największą liczbą zawodników". Taka deklaracja to niespodzianka - oceniła "La Repubblica".

Wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że reprezentacja jest nieco wyciszona i snuje skromne plany. Dokąd może zajść w takim stanie ducha? - zastanawiają się media.

Zaczynamy przygaszeni, to nie ulega wątpliwości, ale najważniejsze jest to, by nie upadać na duchu - stwierdził Buffon. Ale ma on też nadzieję, że z kolegami osiągną więcej niż na razie się sądzi.

Najpiękniejszym wspomnieniem pozostaje odległy rok 1968, gdy Włosi jedyny raz zdobyli mistrzostwo Europy i to w finale rozegranym z Jugosławią na stadionie w Rzymie. Dwa razy w europejskich rozgrywkach przegrali w finale i dwa razy w półfinale.