"Anglia musiała zmierzyć się z przygnębieniem po tym, jak pierwszy mecz mistrzostw został przysłonięty przez starcia kibiców, a na boisku zwycięstwo wymsknęło się w ostatnich minutach" - napisał tabloid "The Sun" na okładce, zestawiając zdjęcia napastnika Anglii Wayne'a Rooneya i zakrwawionego kibica, który ucierpiał w starciach na ulicach Marsylii.

Według źródeł gazety, dwóch angielskich kibiców znajduje się w stanie krytycznym po trwających cały dzień walkach z chuliganami z Rosji. "Marsylskie potwory" - napisał dziennik, przedstawiając szereg zdjęć z ulic francuskiego miasta, m.in. z przeprowadzanej reanimacji jednego z rannych kibiców.

Dziennik "The Sun" podkreślił, że Rosjanie byli przygotowani na zamieszki, mając m.in. ochraniacze na zęby oraz noże i atakując "kibiców w angielskich koszulkach za pomocą wszystkiego, co było pod ręką: butelek, krzeseł, stołów". Oprócz ataków na ulicach, redakcja przywołała m.in. przykłady kibiców wrzuconych do wody w lokalnym porcie i cytaty z rosyjskich komentarzy w internecie: "Marsylia jest nasza; będzie jak Krym".

Z kolei "Daily Mail" posunął się jeszcze dalej w ocenie wydarzeń pozaboiskowych, pytając, czy grozi europejskiej piłce nożnej "powrót do średniowiecza"? Gazeta wezwała UEFA do pilnego wszczęcia postępowania przeciwko rosyjskim kibicom i wyraziła wątpliwości wobec tego, czy organizacja mistrzostw świata w Rosji w 2018 roku powinna być utrzymana w mocy.

Opisując wydarzenia na boisku, gdzie Anglia zremisowała z Rosją 1:1, dziennikarze "The Sun" szukali pozytywów pomimo zaledwie remisu, chwaląc eksperymentalne ustawienie drużyny przez trenera Roya Hogdsona i podkreślając znakomitą dyspozycję Wayne'a Rooney'a, który wystąpił na nietypowej dla siebie pozycji pomocnika.

Eksperci gazety napisali o "dobrym występnie dynamicznej, nowej Anglii, (...) która jednak po późnej stracie bramki, wybuchu zamieszek na stadionie i walkach na ulicach Marsylii przypominała zupełnie starą Anglię", dodając jednak, że w swoich dziewięciu pierwszych meczach w mistrzostwach Europy Anglicy nie wygrali jeszcze nigdy - zremisowali pięć razy i przegrali cztery.

Korespondent tabloidu, który był na meczu w Marsylii, zwrócił również uwagę na talent zdobywcy jedynej bramki dla drużyny "Trzech Lwów", Erica Diera. Jak podkreślił, Dier nigdy nie oddał strzału z rzutu wolnego w żadnym z 65 występów w barwach Tottenhamu Londyn, więc desygnowanie go do stałych fragmentów gry podczas sobotniego spotkania było pozytywnym zaskoczeniem.

"The Sun" jest jednak ostrożne w nadmiernej krytyce sobotniego meczu. Dziennikarze gazety ocenili, że w "formacie tego turnieju odpadnięcie na etapie grupowym jest bardzo trudne, o ile nie dojdzie do kompletnie szokujących wyników". Jednocześnie chwalili występ angielskiej reprezentacji i zwracali uwagę, że przy wyższej skuteczności wynik meczu byłby zupełnie inny.

Bardziej krytyczny był "Daily Mail", pisząc o "zawodzie w Marsylii". "Można to postrzegać jako pech, ale równie dobrze jako szereg starych błędów i słabości, które wydają się być elementem naszej drużyny narodowej" - napisał korespondent gazety. Jak podkreślił, angielska reprezentacja "dominowała przez cały mecz i była zdecydowanie lepsza", ale zabrakło koncentracji w kluczowych momentach.

Gazety pochwaliły jednocześnie reprezentację Walii, która rozpoczęła mistrzostwa od wygranej 2:1 przeciwko Słowacji.

"The Sun" podkreśliło, że nie jest zaskoczeniem znakomita forma strzelca pierwszej bramki, Garetha Bale'a. Gazeta zwróciła uwagę, że występ we Francji to pierwszy od 58 lat występ Walijczyków na dużym turnieju - w efekcie pomocnik Legii Ondrej Duda jest pierwszym, który pokonał walijskiego bramkarza na mistrzostwach od czasu ćwierćfinałowej porażki z Brazylią w 1958 roku, kiedy bramki strzelał... Pele. "Nie mogli sobie wymarzyć lepszego startu" - ocenił dziennik.

Z kolei "Daily Mail" zwrócił uwagę na to, że sobotni występ Walijczyków pokazał, że hasło, które mają na swoim autobusie - "Silni razem" - nie jest tylko sloganem. "To była drużyna kompletna" - chwalił dziennik, dodając, że zdobywca drugiej bramki, Hal Robson-Kanu, pozostaje obecnie bez klubu po wygaśnięciu jego kontraktu z Reading FC.

"Od hymnu na początku przez cały mecz - to był dzień, który warto zapamiętać" - ocenił komentator "Daily Telegraph", Jim White. "Jeśli ktokolwiek myślał, że Walia pojechała na te mistrzostwa tylko po to, aby się dobrze bawić, wydarzenia z Bordeaux udowodniły, że był w głębokim błędzie" - napisał, chwaląc występ Walijczyków, którzy po pierwszej rundzie meczów są niespodziewanie na czele swojej grupy ze znacznymi szansami na awans do 1/16 finału.