Michał Pazdan urodził się w 21 września 1987 roku w Krakowie. Swoją karierę "Pirania" – bo taki nosi boiskowy pseudonim- rozpoczynał w Hutniku Kraków. Stamtąd przeniósł się do Górnika Zabrze. Jego kariera w Ekstraklasie nabrała rozpędu w Jagielloni Białystok, gdzie obrońca trafił w 2012 roku. Po trzech latach gry na Podlasiu, Pazdana kupiła Legia Warszawa.

"Pirania" niemal z miejsca stał się podstawowy stoperem drużyny "Wojskowych", zdobył z nią w tym sezonie mistrzostwo i Puchar Polski, a nawet był kapitanem zespołu, gdy na boisku nie było Jakuba Rzeźniczaka.

Smak Euro

Kariera Pazdana w reprezentacji Polski zaczęła się bardzo wcześniej. W grudniu 2007 roku 20-letni wówczas Michał zadebiutował w kadrze. Choć było to tylko 68 minut w nieuznawanym przez FIFA meczu z Bośnią i Harcegowiną. Na młodym piłkarzu poznał się Leo Beenhakker - to właśnie holenderski szkoleniowiec nazywał Pazdana "Piranią".

Pół roku po debiucie w kadrze, Pazdan znalazł się na liście zawodników, których Beenhakker chce widzieć na Euro 2008 w Austrii i Szwajcarii – ta decyzja wprawiła w zadziwienie wielu ekspertów. - Wtedy poznałem atmosferę kadry i mistrzostw od środka. Trudno powiedzieć, abym miał wielkie doświadczenie, bo nie zagrałem wówczas w żadnym meczu, ale przekonałem się, jak wspaniała i wielka jest to impreza – opowiadał legionista. Po tym turnieju Pazdana nie było w kadrze przez 5,5 roku.

Kluczowa Gruzja

Powrót "Piranii" do kadry to zasługa Adama Nawałki. Obecny szkoleniowiec zaczął go powoływać w 2013 roku. Długo wydawało się, że Pazdan będzie tylko zmiennikiem dla Kamila Glika lub Łukasza Szukały.

Dopiero w eliminacyjnym meczu z Gruzją na Stadionie Narodowym Pazdan wyszedł w pierwszym składzie. Musiał zastąpić pauzującego za żółte kartki Glika. Wygraliśmy 4:0, a Pazdan zaliczył niezły występ. Dał też sygnał selekcjonerowi, że nie chce być tylko stoperem numer 3. w jego hierarchii. Pod koniec eliminacji to właśnie "Pirania" stał się partnerem Kamila Glika na środku polskiej obrony. Dobrymi meczami wywalczył sobie bilet na Euro we Francji.

Występ marzeń

A jak gra na turnieju, mogliśmy zobaczyć w czwartkowy wieczór, gdy fantastycznie zatrzymywał akcje Niemców, wciąż panujących mistrzów świata. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, niemal dającym obu drużynom wyjście z grupy. - Dla mnie bardzo ważne jest, że drugi mecz z rzędu nie straciliśmy gola. Staraliśmy się nie doprowadzać do zagrożenia pod naszą bramką – mówił na gorąco po meczu na Stade de France i żałował niewykorzystanych szans.

Bo dzięki jego postawie ten mecz mogliśmy po prostu wygrać.