Podobnie jak przed rokiem piłkarze Lecha przygodę w Lidze Europejskiej zakończyli na trzeciej rundzie eliminacji. KRC Genk okazał się zespołem co najmniej o klasę lepszym, a dwumecz wygrał 4:1, co nie do końca oddaje różnicę pomiędzy obiema ekipami.

Tylko przez 19 minut piłkarze Lecha mogli mieć nadzieję na odrobienie dwubramkowej straty z pierwszego spotkania. Wówczas to goście, nie po raz pierwszy w tym spotkaniu, łatwo przedarli się na pole karne poznaniaków. Dieumerci Ndongala idealnie dośrodkował na głowę Mbwany Samatty, a Tanzańczyk z bliska dopełnił formalności, praktycznie zamykając losy dwumeczu. Lechici, by awansować, musieli strzelić cztery bramki. Tak klasowej drużynie wydawało się to wręcz niemożliwe.

Gol dla Belgów był też konsekwencją mocno ofensywnego nastawienia gospodarzy, którzy jednocześnie pozostawiali sporo wolnej przestrzeni rywalom. A bardzo szybcy zawodnicy KRC Genk dwoma-trzema podaniami błyskawicznie potrafili znaleźć się w pod bramką Jasmina Burica. Bramkarz "Kolejorza" już od pierwszych minut miał sporo pracy. Jego pierwsza interwencja nie była może zbyt pewna, ale potem dwukrotnie zwycięsko wychodził z sytuacji sam na sam.

Obrona Lecha w ustawieniu 3-5-2 póki co jest najsłabszym ogniwem nowego modelu gry. W niedzielę Zagłębie Sosnowiec mogło strzelić dwie-trzy bramki, ale miało kłopot ze skutecznością. Belgowie też zmarnowali wiele sytuacji, gdyż Buric robił co mógł, by jego zespół nie stracił kolejnych goli. W 23. minucie wygrał kolejny pojedynek jeden na jeden, tym razem z Leandro Trossardem.

Podopieczni Ivana Djurdjevica próbowali atakować, ale niewiele z tego wynikało. Jedną z jaśniejszych postaci w ofensywie był Kamil Jóźwiak, ale też przytrafiały mu się błędy. Tuż przed przerwą w niegroźnej sytuacji sfaulował w narożniku pola karnego Ndongalę, a sędzia po chwili zawahania pokazał na "wapno". Trossard oszukał Burica, strzelając w środek bramki.

W drugiej połowie poznaniacy postawili wszystko na jedną kartę. Już pięć minut po wznowieniu gry kontaktowego gola precyzyjnym uderzeniem zza linii pola karnego zdobył Tomasz Cywka, a chwilę wcześniej Nikola Vujadinovic trafił w słupek. Niesieni głośnym dopingiem lechici na moment zdominowali przeciwnika, Pedro Tiba strzelił tuż obok słupka, a na lewym skrzydle sporo kłopotów obrońcom Genk sprawiał Jóźwiak.

Goście przetrzymali napór, który trwał zaledwie kwadrans. Trener Genk Philippe Clement desygnował do gry Jakuba Piotrowskiego, którego Belgowie latem pozyskali z Pogoni Szczecin. 21-letni Polak debiutował w nowym zespole.

Im bliżej końca meczu, tym widowisko traciło na jakości. Akcje toczyły się głównie w środku boiska, a niemal każda groźniejsza akcja w wykonaniu Belgów kończyła się odgwizdaniem spalonego. Lech dążył do poprawy bilansu dwumeczu, ale w końcówce spotkania nie miał już atutów w ofensywie.

KRC Genk w czwartej rundzie eliminacji LE zmierzy się z duńskim IF Broendby.

Lech Poznań – KRC Genk 1:2 (0:2)
Pierwszy mecz: 0:2
Awans: Genk
Bramki: 0:1 Mbwana Samatta (19-głową), 0:2 Leandro Trossard (45+1-karny), 1:2 Tomasz Cywka (50)
Żółte kartki: Lech - Kamil Jóźwiak; KRC Genk – Rusłan Malinowski
Sędziował: Marco Guida (Włochy)
Widzów: 20 765