11 minut jak królowie, potem przyszło przebudzenie - tak „La Gazzetta dello Sport” w pierwszym komentarzu podsumowała grę Napoli.

Największy włoski dziennik sportowy podkreśla zarazem, że wynik ten nie oddaje w pełni tego, co działo się na boisku, bo - jak dodaje - choć neapolitańczycy przegrali, to jednak mecz trzymał w napięciu do ostatniej chwili.

Gazeta zauważa, że neapolitański klub szybko wyszedł na prowadzenie dzięki „fantastycznemu”, jak dodaje, golowi Lorenzo Insigne, strzelonemu z odległości 35 metrów. „W złoto zamienił piłkę podaną mu przez Marka Hamsika” - ocenia.

„Czarodziej Insigne sprawił, że Napoli zaczęło się łudzić, że wygra, ale potem ruszył Real” - przyznaje sprawozdawca gazety. Zauważa, że „Królewscy” zmienili taktykę intensyfikując natarcie na bramkę gości.

Dziennik odnotowuje powrót Arkadiusza Milika na boisko, który grał w sumie 10 minut. Był to jego pierwszy występ od październikowej kontuzji i operacji kolana. W tych ostatnich minutach - stwierdza się w relacji - klub z Neapolu zaprezentował całą swoją energię, jaka mu została.

W ocenie autora komentarza Real Madryt mocno „nacierpiał się” z powodu taktyki trenera włoskiego klubu Maurizio Sarriego, polegającej na „wysokiej obronie, natarciu i porządku”.

„Ale to nie wystarczyło, by zapewnić włoskiemu klubowi zwycięstwo na stadionie Bernabeu, którego brakuje od ponad 7 lat”- przyznaje.

Właściciel klubu Aurelio De Laurentiis powiedział po meczu, że jego piłkarzom zabrakło w środowy wieczór „neapolitańskiej brawury”.

„Miał ją tylko Insigne, inni nie istnieli, jakby byli zablokowani w obliczu tych świętych potworów z Realu Madryt” - oświadczył w wywiadzie.

Jego zdaniem piłkarze spod Wezuwiusza grali tak, że Real mógł z nimi wygrać 5:0. „Powiedzmy, że i tak skończyło się luksusowo” - dodał.

Przyznał też: „Może gdyby nie kontuzja Milika, dzisiaj wieczorem zobaczylibyśmy inny mecz”.