"Wolałbym najpierw mieć kilka tygodni, żeby przygotować się na ten rewanż, a poza tym spędzić też wakacje na Malediwach. Ale nie ma znaczenia, co ja bym chciał. Kalendarz dyktuje warunki i mieliśmy tylko trzy dni na przygotowania" - powiedział szkoleniowiec, który po zakończeniu sezonu rozstanie się z Barceloną.

Na konferencji prasowej jeden z dziennikarzy spytał go też o wieczorne spotkanie ekipy odwiecznego rywala Realu Madryt z Bayernem Monachium.

"To dziś jest jakiś mecz? Mam za dużo na głowie, żeby pamiętać o takich rzeczach..." - uciął.

W poprzedniej rundzie "Barca" przegrała na wyjeździe z Paris Saint-Germain 0:4, ale na Camp Nou wygrała 6:1 i odrobiła stratę.

"Nasza sytuacja wtedy i teraz jest podobna, ale tym razem teoretycznie musimy zdobyć mniej goli. Wystarczą trzy, żeby wyrównać stan, ale Juve też na pewno będzie miało swoje okazje, więc naszym celem jest strzelenie pięciu bramek. Jeśli uda nam się uzyskać pierwszą na początku meczu, dzięki wsparciu naszych kibiców druga i trzecia mogą przyjść same" - podkreślił trener gospodarzy.

Wcześniej szkoleniowiec Juventusu Massimiliano Allegri ocenił, że jego zespół musi zdobyć jeszcze dwa gole, aby awansować.

"Jeśli ma rację, to wszystkie moje wyliczenia są błędne. Byłem przekonany, że wystarczy nam pięć goli, teraz okazuje się, że musimy zdobyć sześć" - skomentował żartobliwie Luis Enrique.

Zwrócił się także do swoich kibiców, aby pozostali na trybunach do ostatniego gwizdka.

"Nie wychodźcie ze stadionu po 80. minucie, bo na pewno coś was ominie. To kolejny wieczór, w którym może dojść do historycznego wydarzenia. Nie mamy nic do stracenia, jest tylko jedna możliwość: atak, atak, atak. Później chwila odpoczynku i kolejne ataki" - zapowiedział. Luis Enrique.

Spotkanie w Barcelonie rozpocznie się o godzinie 20.45.