Do napadu na zawodnika Napoli doszło w nocy ze środy na czwartek w miejscowości Varcaturo po zwycięskim dla jego klubu meczu z Liverpoolem w ramach rozgrywek Ligi Mistrzów. Milik stracił zegarek o wartości 27 tysięcy euro - podał neapolitański dziennik.

Napastnicy "czekali na nas" - takie słowa polskiego piłkarza przytoczono na pierwszej stronie.

Jak wyjaśniono, Milik ze swoją narzeczoną za kierownicą wracał do domu ze stadionu San Paolo; "zmęczony po wysiłku, ale szczęśliwy z powodu zwycięstwa" - dodaje "Il Mattino".

Kiedy byli już przed bramą garażu, z ciemności wyłoniło się dwóch mężczyzn na skuterze. Siedzący z tyłu osobnik trzymał pistolet, który wymierzył Arkadiuszowi Milikowi w twarz.

Przytoczono zeznania, jakie złożył potem na posterunku karabinierów, gdzie opisał, że napastnicy byli zamaskowani i mieli na głowach kaski.

Jak stwierdził, natychmiast zorientował się, że przestępcom chodzi o cenny złoty zegarek z brylantami, który miał na ręce.

Ten z pistoletem uderzył nim w zamknięte okno samochodu i nie wypowiadając ani słowa pokazał mi, żeby oddać mu zegarek - to słowa Milika, przytoczone w artykule.

Jak wyjaśnił, oddał zegarek, a ze względu na to, że całe zdarzenie przebiegło błyskawicznie, nie jest w stanie podać żadnych szczegółów dotyczących wyglądu sprawców rozboju. Zastanawiające jest to, dlaczego napastnicy milczeli - zaznaczyła gazeta, która wyraża przypuszczenie, że prawdopodobnie chodziło o to, aby nie można było ich poznać po tym, jak mówią; z dialektem neapolitańskim lub zagranicznym akcentem.

Milik stwierdził również: Nie sądzę, aby napastnicy mnie śledzili, ale sądzę, że czekali na mnie pod moim domem wiedząc, że gram mecz w Lidze Mistrzów.

"Il Mattino" zwraca uwagę na to, że w okolicy w chwili napadu nikogo nie było, a na ulicy oraz przed domem piłkarza nie ma żadnych kamer nadzoru.

Gazeta informuje o przeprosinach i wyrazach ubolewania dla napastnika Napoli ze strony kibiców klubu.