"Dla Katalończyka nie ma większej radości, lepszego powodu do dumy niż zwycięstwo Barcelony nad Realem" - ocenił hiszpański antropolog Jordi Josep Salvador, który prowadzi badania nad politycznym znaczeniem futbolu w Hiszpanii.

Pracujący w Athletic Bilbao argentyński trener Marcelo Bielsa uważa hiszpański za "fenomen, cud, zjawisko". "Powiedzieć, że tym meczem interesuje się pół świata to frazes i... prawda jednocześnie. Każdy chciałby w nim zagrać choć raz, jednak presja na tych, co w sobotę pojawią się na boisku będzie ogromna" - ocenił.

I ostatnio to Katalończycy byli górą. Ekipa trenera Josepa Guardioli nie przegrała Gran Derbi od maja 2008 roku. Z 11 ostatnich meczów wygrała siedem, a zremisowała trzy, choć finał tegorocznego Pucharu Króla Hiszpanii na swoją korzyść rozstrzygnął na swoją korzyść Real. To jedyne jak dotąd trofeum, które udało się wywalczyć Jose Mourinho w roli szkoleniowca "Królewskich".

Ten sezon jest jednak odmienny niż poprzednie. Real w lidze wygrał 12 z 14 meczów, raz zremisował, a jedynej porażki doznał 18 września z Levante (0:1). "Barca" także ma w dorobku jedną porażkę, ale częściej remisowała i obecnie traci do stołecznej drużyny trzy punkty, choć rozegrała jedno spotkanie więcej.

Zespół z Madrytu odniósł też komplet sześciu zwycięstw w fazie grupowej Ligi Mistrzów, uzyskując najlepszy w historii bilans bramek: 19-2. Środowe wygrana z Ajaksem w Amsterdamie (3:0) była 15. z rzędu łącznie we wszystkich rozgrywkach, co ostatnio miało miejsce 51 lat temu, kiedy w zespole były takie gwiazdy, jak Alfredo di Stefano, Ferenc Puskas czy Francisco Gento.

Hiszpańskie media określają sobotni mecz jako konfrontację "królów kontry z lordami ataku pozycyjnego". Real uchodzi za najgroźniejszą na świecie drużynę, kiedy nie posiada piłki, a Barcelona ją "kocha, lubi i szanuje".

"Real z chirurgiczną precyzją wykorzystuje każdy, nawet najdrobniejszy błąd rywala. Potrafi na chwile się schować, by zadać śmiertelny cios. Barcelona uwielbia kreować grę, +pieścić+ piłkę, mieć kontrolę nad wydarzeniami. Ale ekipę z Madrytu w obecnej dyspozycji stać, skutecznie się temu przeciwstawić" - przyznał były piłkarz "Dumy Katalonii" i reprezentacji Holandii, a obecnie trener Ajaksu Frank de Boer.

"My faworytem? W futbolu nie ma faworytów. Wszystko może się zdarzyć. Jesteśmy jednak lepszym zespołem niż przed rokiem" - jak zwykle filozoficznie odparł Mourinho.

"Real wydaje się obecnie być kroczek przed nami. Wskazują na to choćby ostatnie wyniki. Ale kiedy sędzia gwizdnie i rozpocznie się gra, to wszelkie statystyki, porównania zostają z boku. Szczególnie w +El Clasico+" - zaznaczył pomocnik Xavi, który w sobotę może po raz 600. ubrać trykot "Blaugrany".

"To będzie rywalizacja dwóch obecnie najlepszych drużyn świata. Wyniku nie sposób przewidzieć. Wydaje się jednak, że wielką rolę odegrają nerwy, nastawienie psychiczne. To nie tylko prestiżowy mecz, ale też jeden z dwóch, które rozstrzygną o losach tytułu w Hiszpanii" - powiedział francuski menedżer londyńskiego Arsenalu Arsene Wenger.

Na Santiago Bernabeu wystąpią po przeciwnych stronach dwaj najbardziej rozpoznawalni i najlepsi piłkarze świata. Zarówno Cristiano Ronaldo, jak i Lionel Messi znajdują się w finałowej trójce plebiscytu FIFA na "gracza roku". W tym sezonie w La Liga obaj zanotowali po 17 goli.

Za 24-letnim Argentyńczykiem przemawia jednak lepszy bilans w spotkaniach z Realem - 13 trafień w 15 występach. Z kolei dwa lata starszy Portugalczyk w dziewięciu występach pokonał bramkarza Barcelony tylko trzykrotnie.

Obie jedenastki zmierzą się w oficjalnym spotkaniu po raz 216. Bilans jest nieznacznie korzystny dla Realu: 86 zwycięstw, 45 remisów i 84 porażki, bramki: 361-347.

Ze 162 meczów ligowych "Królewscy" wygrali 68, 63-krotnie lepsza była Barcelona, a 31 pojedynków zakończyło się remisem. Bilans bramek: 263-252. Real jednak na ligowe zwycięstwo czeka jednak od 7 maja 2008 roku, kiedy wygrał przed własną publicznością 4:1.