Najstarsi kibice nie przypominają sobie, by po dwóch pierwszych kolejkach turyński klub - aktualny mistrz Włoch i wicemistrz Europy - nie miał ani jednego punktu, jak w tej chwili.

Roma - Juventus, czy może raczej Bośnia - Juventus? Obie bramki dla gospodarzy strzelili Bośniacy: pierwszą, w 16. minucie drugiej połowy Miralen Pjanić, drugą - osiemnaście minut później - Edin Dżeko.

Juventus, którego w pierwszej połowie praktycznie nie było na boisku, wydawał się onieśmielony i jakby pod znieczuleniem, przebudził się nieco w drugiej za sprawą najaktywniejszego Paulo Dybaly, Argentyńczyka o polskich korzeniach, który kilkakrotnie stawał twarzą w twarz z Wojciechem Szczęsnym. Polski bramkarz Romy w końcu tych ataków nie wytrzymał i w 42 minucie drugiej połowy spotkania nie obronił strzału Dybaly.

Wtedy Juventus przebudził się już całkowicie, ale okazało się, że jest już za mało czasu na zmianę rezultatu. To także zasługa Szczęsnego, bo kilka jego interwencji zdaniem sprawozdawców graniczyło z cudem.