"Kanonierzy" nie zepsuli jubileuszu Arsene'owi Wengerowi, który ich trenerem został dokładnie 21 lat temu. Gole dla gospodarzy strzelili Nacho Monreal i Alex Iwobi.

"W tej pracy zawsze skupiasz się tylko na najbliższym spotkaniu. Kiedy jednak zaczynasz myśleć o przeszłości, widzisz jak długą drogę przebyłeś. Piłka nożna przez te 21 lat bardzo się zmieniła" - podkreślił Wenger.

>>>Arsenal - Brighton 2:0. Zobacz gole

Liverpool natomiast stanął naprzeciw drużyny prowadzonej przez jego byłego trenera - Rafę Beniteza. Beniaminek nie przestraszył się faworyzowanego rywala i od pierwszej minuty ruszył do ataku. Animuszu nie odebrała mu nawet strata bramki. W 29. minucie prowadzenie "The Reds" pięknym strzałem zza pola karnego dał Philippe Coutinho.

Newcastle wyrównało jednak jeszcze przed przerwą. Obrońca gości Joel Matip próbował wślizgiem odebrać piłkę Joselu, ale zrobił to tak niefortunnie, że ta odbiła się od nogi hiszpańskiego piłkarza i przy słupku wtoczyła się do bramki.

"Kiedy na własnym stadionie zdobywamy tylko punkt, nie możemy być zadowoleni. Z drugiej strony wywalczyliśmy go w starciu z czołową drużyną i tworząc wiele dogodnych okazji. To powoduje, że trochę musimy być szczęśliwi" - podkreślił Benitez.

"Jestem rozczarowany i sfrustrowany. Strzeliliśmy pięknego gola i mieliśmy szanse na kolejne. Jednak nie potrafiliśmy trafić do bramki, nawet gdy ta była już pusta. Wypracowaliśmy pięć, sześć bardzo dogodnych okazji. Zwykle skuteczność mamy lepszą" - powiedział trener Liverpoolu Juergen Klopp.

Nie tak sezon 2017/18 wyobrażano sobie w Evertonie. Miliony wydane na transfery miały spowodować, że zespół nawiąże wyrównaną walkę z największymi potęgami. Na razie jednak jest znacznie bliżej strefy spadkowej - zajmuje 16. miejsce.

W meczu z Burnley liverpoolczycy dłużej utrzymywali się przy piłce, oddali więcej strzałów, ale w tej najważniejszej statystyce górą byli goście. Zwycięstwo dało im trafienie Jeffa Hendricka z 21. minuty.

Arsenal w tabeli jest piąty, a Liverpool siódmy. Do znajdujących się na czele dwóch drużyn z Manchesteru - City i United - tracą sześć i siedem punktów.

Liderem są "The Citizens", którzy w sobotę w hicie kolejki pokonali na wyjeździe broniącą tytułu Chelsea 1:0. Jedyną bramkę w 67. minucie zdobył Kevin de Bruyne.

"Jesteśmy bardzo szczęśliwi. Najważniejsze są trzy punkty, ale patrzenie na naszą grę w drugiej połowie naprawdę sprawiało mi mnóstwo przyjemności. Przejęliśmy kontrolę i rywale praktycznie nie mogli grać" - ocenił trener zwycięzców Josep Guardiola.

"Oczywiście porażka jest rozczarowaniem. Kiedy jednak spotykają się dwa tak mocne zespoły wszystko może się zdarzyć. Moi piłkarze dali z siebie wszystko i to jest dla mnie najistotniejsze" - dodał szkoleniowiec Chelsea Antonio Conte.

Nieznacznie gorszy bilans bramek mają "Czerwone Diabły". One u siebie rozbiły 4:0 najgorszą drużynę obecnych rozgrywek - Crystal Palace. Londyńczycy zamykają zestawienie nie mając na koncie ani jednego punktu oraz ani jednej zdobytej bramki.

Dwa gole dla gospodarzy zdobył Marouane Fellaini, a po jednym dołożyli Juan Mata i Romelu Lukaku, dla którego było to już siódme trafienie w tym sezonie Premier League.

Tego samego dnia kolejny dobry występ w barwach West Bromwich Albion zaliczył Grzegorz Krychowiak, a jego zespół zremisował na własnym boisku z Watfordem 2:2. Pomocnik reprezentacji Polski asystował przy bramce Jose Rondona.

Czwartej porażki w sezonie doznała natomiast Swansea City, która na wyjeździe uległa West Ham United 0:1. Łukasz Fabiański skapitulował w 90. minucie po strzale Diafry Sakho.