Isco na listę strzelców wpisał się w 30. oraz 71. minucie. Przy pierwszym trafieniu asystował mu Cristiano Ronaldo, który w obecnych rozgrywkach nie cieszył się jeszcze z gola.

Real w tabeli jest piąty, a do prowadzącej z kompletem punktów Barcelony traci siedem "oczek". Lider kilka godzin wcześniej pokonał u siebie Las Palmas 3:0. Spotkanie odbyło się jednak przy pustych trybunach, w cieniu innych wydarzeń.

>>>Real - Espanyol 2:0. Zobacz gole

Sytuacja w mieście jest napięta z powodu referendum dotyczącego niepodległości Katalonii. Jego legalności nie uznaje rząd w Madrycie. W niedzielę policja wkroczyła do wielu lokali i skonfiskowała urny oraz karty wyborcze. Na ulicach doszło walk z funkcjonariuszami, którzy użyli gumowych pocisków. Szacunki mówią o ponad 760 rannych.

Barcelona chciała przełożenia meczu, ale nie zgodziły się władze La Liga. W tym wypadku niewyjście na boisko kosztowało by klub sześć punktów - trzy za walkower dla Las Palmas oraz dodatkowo karne odjęcie trzech punktów.

"Biorąc pod uwagę wyjątkowy charakter wydarzeń, zarząd klubu zdecydował, że spotkanie z Las Palmas zostanie rozegrane przy zamkniętym stadionie, po tym jak organ zarządzający profesjonalnymi ligami piłkarskimi odrzucił wniosek o przełożenie meczu" - napisano w oświadczeniu.

Zawodnicy Las Palmas na mecz wyszli w koszulkach z dodatkowo naszytymi hiszpańskimi flagami. Do demonstracji krajowej jedności doszło też na meczu Realu. W 12. minucie kibice podnieśli kartki w barwach narodowych.

Pod względem sportowym w Barcelonie wszystko odbyło się zgodnie z przewidywaniami - "Blaugrana" łatwo poradziła sobie z 17. w tabeli Las Palmas po bramkach Sergio Busquetsa (49.) i dwóch Argentyńczyka Lionela Messiego (70. i 77.), który zanotował także asystę.

Messi ma już 11 goli ligowych i zdecydowanie prowadzi w klasyfikacji strzelców. Do siatki trafił o sześć razy więcej niż najlepsi rywale.

"Prawdopodobnie był to najtrudniejszy dzień w mojej karierze. To, co się dzieje na ulicach, doprowadzi do jeszcze większych podziałów między Katalonią a Hiszpanią. Na pewno będzie to miał konsekwencje. Jeśli ktoś będzie miał do nas pretensje, że zagraliśmy, zrozumiem to. Musieliśmy jednak myśleć o punktach" - powiedział zalany łzami obrońca Barcelony Gerard Pique.

We wcześniejszym niedzielnym spotkaniu w San Sebastian padło aż osiem bramek - Real Sociedad zremisował z Betisem Sewilla 4:4.