Był to trzeci mecz Bayernu pod wodzą Juppa Heynckesa po tym, jak doświadczonego szkoleniowca zatrudniono w tym klubie po raz czwarty. Bilans poprzednich dwóch spotkań to dwa zwycięstwa, osiem zdobytych bramek i żadnej straconej. Poprawiły się nie tylko wyniki, ale też styl gry.

Tego nie było jednak widać w sobotnie popołudnie, szczególnie w pierwszej połowie. Goście spędzili tyle samo czasu konstruując akcje, co broniąc się przed atakami rywali, w dodatku nie mieli ani jednego celnego strzału.

Z pomocą przyszedł im w 38. minucie... obrońca gospodarzy Gideon Jung. 23-letni Niemiec próbował wślizgiem powstrzymać szarżującego prawą stroną boiska Kingsleya Comana, ale sfaulował Francuza od tyłu i zobaczył czerwoną kartkę. Od tego momentu Bayernowi grało się łatwiej.

Przewagę liczebną mistrzowie Niemiec wykorzystali w 52. minucie, kiedy w polu karnym przytomnie zachował się Thomas Mueller i odegrał do Corentina Tolisso, a Francuz zdobył drugiego gola dla bawarskiego klubu. W 83. minucie był bliski powiększenia dorobku, ale gospodarzy uratował słupek.

W końcówce przed szansą na gola stanął Lewandowski, ale kapitan reprezentacji Polski nie trafił do siatki z kilku metrów. Strzelał jednak z niewygodnej pozycji po podaniu "za plecy".

We wcześniejszym meczu Borussia Dortmund roztrwoniła dwubramkową przewagę i zremisowała na wyjeździe z Eintrachtem Frankfurt 2:2. Goście objęli prowadzenie w 18. minucie po golu reprezentanta Turcji Nuriego Sahina. Na 2:0 w 57. podwyższył Maximilian Philipp i wydawało się, że BVB ma wszystko pod kontrolą. Jednak pięć minut nieuwagi kosztowało ją stratę dwóch goli - w 64. Francuz Sebastien Haller wykorzystał rzut karny, a chwilę później wyrównał Marius Wolf.

"Po drugiej bramce zaczęliśmy być senni. To nie ma prawa się nam przydarzyć" - denerwował się po spotkaniu strzelec drugiej bramki dla Borussii, cytowany na klubowym profilu na Twitterze.

Po bardzo dobrym początku sezonu, dortmundczycy "złapali zadyszkę" i w ostatnich pięciu meczach, licząc także Ligę Mistrzów, odnieśli tylko jedno zwycięstwo.

"Kiedy prowadzi się 2:0, trzeba wygrać mecz" - ocenił trener Peter Bosz.

W składzie gości zabrakło kontuzjowanego Łukasza Piszczka.

Borussia utrzymała się na prowadzeniu w tabeli Bundesligi dzięki lepszej różnicy goli od Bayernu. Trzecie miejsce zajmuje RB Lipsk, który odniósł czwarte zwycięstwo z rzędu (licząc wszystkie rozgrywki), pokonując przed własną publicznością VfB Stuttgart 1:0. Wicemistrz kraju traci punkt do prowadzącej dwójki.