"Królewscy" przegrywali od 32. minuty po golu Ikera Muniaina, ale w 64. wyrównał Isco, który na plac gry wszedł chwilę wcześniej.

Stołeczni nie mieli wyraźnej przewagi w tym spotkaniu. W pierwszej połowie to Baskowie sprawiali lepsze wrażenie, w drugiej groźnie kontratakowali. Remis oznacza dla Realu utrzymanie drugiej pozycji z 10 punktami, dwoma straty do Barcelony, natomiast drużyna z Bilbao jest czwarta, ma pięć pkt i jeden zaległy mecz.

Wcześniej w Kraju Basków rywalizował także lider, który pokonał Real Sociedad 2:1. "Barca" długo jednak męczyła się na stadionie Anoeta, gdzie w lidze udało jej się wygrać dopiero po raz drugi od 2007 roku.

W 12. minucie gospodarze objęli prowadzenie po golu Aritza Elustondo, a wyrównać udało się dopiero w 63. Wówczas do siatki trafił Urugwajczyk Luis Suarez. Chwilę później o wygranej gości przesądził Francuz Ousmane Dembele.

Trzeba obejrzeć taki mecz, żeby przekonać się, jak silna jest ta liga. W ubiegłym roku też odrabialiśmy tu straty i w końcu wygraliśmy, a wcześniej nie udało się to przez wiele lat. To duży zastrzyk pewności siebie - skomentował Suarez.

Jednak trudno mówić o tym, aby zwycięstwo było zasłużone. Sporo pracy miał bramkarz Barcelony Marc-Andre ter Stegen.

Był dziś znakomity, dlatego jest najlepszy na świecie. Sporo się nacierpieliśmy, ale najważniejsze jest to, że mamy trzy punkty - powiedział obrońca Jordi Alba.

Wcześniej Atletico Madryt, inny klub reprezentujący Hiszpanię w fazie grupowej Ligi Mistrzów, nie dał rady pokonać niżej notowanego rywala z Kraju Basków - Eibar. Spotkanie w stolicy zakończyło się remisem 1:1, który gospodarze uratowali w doliczonym czasie drugiej połowy. Wyrównującą bramkę zdobył 19-letni debiutant Borja Garces, który na boisku pojawił się w 71. minucie.

Przed pozostałymi rozstrzygnięciami tej kolejki Atletico zajmuje piąte miejsce z pięcioma punktami po czterech meczach. Oprócz Barcelony i Realu wyprzedza go także Celta Vigo (7 pkt), która w poniedziałek zagra w Katalonii z Gironą.