To właśnie nieoczekiwana decyzja dwukrotnej mistrzyni Europy odbiła się większym echem niż pierwsze w historii zwycięstwo "biało-czerwonych" w turnieju Grand Prix rozgrywanym w Polsce. Świeniewicz, która po półtorarocznej przerwie wróciła do kadry, postanowiła zrezygnować z gry w reprezentacji.

"O decyzji Doroty dowiedziałem się kilkanaście godzin wcześniej. W sobotę wieczorem przyszła do mnie i powiedziała, że nie wytrzymuje już tej nagonki na swoją osobę. Stwierdziła, że czuje się zaszczuta i mnie bardzo przeprasza" - powiedział Jerzy Matlak, trener reprezentacji.

>>>Dorota Świeniewicz rezygnuje z reprezentacji

"Widziałem ją przez ostatnie kilkanaście dni, pamiętam turniej kwalifikacyjny do mistrzostw świata w Rzeszowie. Nie wyszedł jej mecz z Belgią i pamiętam jak bardzo to przeżywała. Ze wstydu prawie pod stół się chciała schować. Jej forma była przyzwoita i szła w górę. Niestety, nie dała sobie rady z tym, że co chwilę ktoś ją <częstował> różnymi opiniami typu, że jest za stara, że się kompromituje. I w jakimś momencie najwyraźniej nie wytrzymała. Przyznała, że na boisku czuje się w dobrej formie, ale gdy zdarzy się jej popełnić jeden czy drugi błąd powoduje to lawinę złych myśli na temat tego co robi i że gra coraz gorzej. Powiedziała, że w ten sposób nie pomoże ani reprezentacji, ani mi, ani sobie. Widziałem jej płacz i histerię, nikt tutaj niczego nie udawał. Chciała tylko jak najszybciej spakować się, wyjechać stąd i odpocząć. Może ktoś inny ze skórą krokodyla by to wytrzymał, ale nie ona" - wyjaśniał Matlak.

Szkoleniowiec próbował namówić zawodniczkę do przemyślenia decyzji, ale kapitan reprezentacji była nieugięta. Na nic zdały się też prośby koleżanek z kadry. "Dziewczyny były niemile zaskoczone. Myślały, że będzie razem z nimi trenować, że swoim doświadczeniem i umiejętnościami im pomoże. To była nieodwołalna decyzja. Podziękowała nam, że cały czas od powrotu do kadry ją wspieraliśmy" - dodał.

Rezygnacja z gry Świeniewicz to kolejna poważna strata w polskim zespole. Jak przyznał Matlak, z zawodniczek nieobecnych w kadrze można by stworzyć nie tylko ciekawą szóstkę, ale nawet pełną 12-osobową kadrę. Kontuzje wykluczyły z gry. m.in. Joannę Mirek, Katarzynę Skowrońską-Dolatę, Katarzynę Skorupę, Joannę Podolec, Kamilę Frątczak. Z kolei Małgorzata Glinka przebywa na urlopie macierzyńskim.

"Gdy w styczniu obejmowałem kadrę wiedziałem, że tylko z Gosi Glinki nie będę mógł skorzystać. Na pewno martwię się tym, że zawodniczki ubywają. Ale staram się też nie mówić o tym głośno, bo zaraz pojawią się opinie, że może szukam alibi na wypadek, gdyby nam się nie powiodło. Muszę się skoncentrować na tych dziewczynach z którymi pracuję i jak najszybciej stworzyć z nich zespół, który zastąpi te <wielkie nieobecne>. Czasu zbyt wiele nie mamy - Holendrzy swoją reprezentację budowali latami, my mamy zaledwie dwa miesiące. Nie tracę wiary i optymizmu, ale te wszystkie sytuacje nie pomagają mi w pracy" - stwierdził Matlak.

Polki już w poniedziałek wieczorem wylatują do Azji na dwa turnieje Grand Prix. Najpierw w Makau zagrają z Brazylią, Tajlandią i Chinami. Za dwa tygodnie (14-16 sierpnia) w Hongkongu rywalami Polek ponownie będą Chiny oraz Holandia i Dominikana. Do kadry po kontuzji wraca środkowa Aluprofu Bielsko-Biała Eleonora Dziękiewicz.

"Nie ma tylko Natalii Bamber, gdyż nie została zgłoszona do <19> na Grand Prix. Wcześniej bowiem na liście była Kaśka Skowrońska, która z powodu kontuzji nie zagra w reprezentacji w tym sezonie" - wyjaśnił Matlak.

Szkoleniowiec liczy, że podczas dwutygodniowego pobytu w Azji uda mu się solidnie i w spokoju popracować. "Liczę, że będę miał czas na pracę, na rozmowy z dziewczynami. Przebywając w Polsce zawodniczki czuły się jakby sparaliżowane, nie wierzące w to co potrafią. Do tego co chwila dotykała je fala krytyki - czasami słuszna, ale też często niepotrzebna. Po wygranym turnieju w Rzeszowie i awansie do mistrzostw świata wszyscy kręcili nosami, że zrobiliśmy to w kiepskim stylu. A może trzeba było poklepać je i pogratulować, bo rzadko polskie drużyny grają w mistrzostwach świata. Teraz muszą nabrać tej wiary i wrócić do jakieś normalności. Chcę żeby wreszcie przestały się tym wszystkim przejmować i stresować, a zaczęły grać dobrze, z uśmiechem na ustach, którego ostatnio brakowało" - podsumował szkoleniowiec.