Tuż po sobotnim meczu polskich siatkarzy z Bułgarią - wygranym przez biało-czerwonych 3:1 - spiker ogłosił, że nasi piłkarze właśnie pokonali Brazylię. Na trybunach Spodka wybuchła euforia. "Teraz czas, by w finale Ligi Światowej siatkarze ograli Brazylię" - dało się słyszeć wokół.

O grze w finale Ligi Światowej z Brazylią marzy większość naszych siatkarzy. Nawet były trener Jastrzębskiego Węgla Tomaso Totolo, który był w Spodku, ma już swój typ na finał: "Polacy zmierzą się z Brazylijczykami. W optymalnej formie stać was na zwycięstwo" - mówił. "Na razie jednak do tego droga daleka. Wszystkie sześć zespołów zaczyna od zera" - uspokaja trener biało-czerwonych Raul Lozano. Choć i on marzy o zrewanżowaniu się mistrzom świata.

Polacy w meczach z Bułgarią w Katowicach grali nierówno. Fatalnie w pierwszym secie piątkowego spotkania, trochę lepiej w trzech kolejnych i znacznie lepiej w sobotę. Zwyciężyli 3:1, tak jak w czterech ostatnich starciach z Bułgarami. "Mecz był troszkę inny niż w piątek. Przede wszystkim poziom techniczny był zdecydowanie wyższy. Oba zespoły nie popełniały zbyt wiele błędów. Ale to my zasłużyliśmy bardziej na wygraną" - przyznał Lozano.

"Gdy gramy z Bułgarią, wynik 3:1 dla nas można obstawiać w ciemno" - śmiał się Daniel Pliński. Na duże słowa uznania zasłużył Mariusz Wlazły. Nie tylko dlatego, że zdobył najwięcej punktów (24), lecz z powodu dzielnej postawy. Na boisko wyszedł z ogromnym bólem. Grał z zapaleniem ucha. Ani tabletki, ani krople nie pomagały. Mimo to postanowił pomóc drużynie. Po każdej akcji łapał się za ucho. Grymas bólu wykrzywiał mu twarz. Wytrwał jednak do końca.

W niedzielę Wlazły i reszta zawodników mogli trochę odetchnąć. Lozano dał im jeden dzień wolnego. "W poniedziałek spotykamy się w Spale i zaczynamy przygotowania do fazy finałowej. Mam nadzieję, że wszyscy zawodnicy powrócą do pełni sił. Jeszcze nie analizowaliśmy naszych przeciwników. Nie było na to czasu" - dodał Lozano.

Wiadomo już, że jednym z rywali biało-czerwonych w grupie finałowej będą Amerykanie, drugi z zespołów zostanie wybrany przez Rubena Acostę, szefa FIVB. Wydaje się, że największe szanse na "dziką kartę" ma Francja (alternatywą jest Kuba). Za Francuzami optują Lozano i prezes PZPS Mirosław Przedpełski, który poleciał do Lozanny rozmawiać z Acostą - pisze DZIENNIK.

"Nie ma znaczenia z kim zagramy. Przede wszystkim potrzebujemy kilku dni solidnego treningu, aby stawić czoła Brazylijczykom i pozostałym rywalom. Marzymy o finale Ligi Światowej z Brazylią. Wiemy, że chcą tego kibice" - mówił Paweł Zagumny. Właśnie publiczność będzie jednym z atutów Polaków. Nasi siatkarze podkreślają, że w Spodku gra im się najlepiej. "Chcemy tu wracać za każdym razem. Zrobiłbym wszystko, żeby zagrać w katowickim finale, nawet gdybym miał nogę w gipsie" - podkreślał Pliński.

Żaden z zawodników nie wyobraża sobie, by Polska nie zakwalifikowała się do półfinału Ligi Światowej. To cel minimum. Po medalu mistrzostw świata i niesamowitej serii zwycięstw biało-czerwoni nabrali pewności siebie. "Dopiero teraz zacznie się poważne granie o podium Ligi Światowej. Tu będzie sztuką podtrzymać passę wygranych" - dodał kapitan reprezentacji, Piotr Gruszka.