Polscy kibice pamiętają, jak dwa lata temu Stanley w Salonikach niemal w pojedynkę rozprawił się z siatkarzami Skry Bełchatów. Ale to nie koniec osiągnięć Amerykanina. Dwa razy pod rząd (2005, 2006) został MVP siatkarskiej Ligi Mistrzów, zajął w niej drugie miejsce, ma na koncie mistrzostwo Rosji i Grecji.

Podopieczni Raula Lozano doceniają klasę rywala. "Ciężko jest przyjąć zagrywkę Stanley. On uderza piłkę bardzo mocno. Musimy bardzo uważać przy jego serwisach" - zgodnie podkreślają nasi siatkarze.

Jest się więc kogo bać. Miejmy nadzieję, że dzisiaj wieczorem gwiazda Amerykanów nie pokaże pełni swoich możliwości.