W pierwszym turnieju Grand Prix reprezentacja Polski siatkarek przegrała wszystkie trzy mecze. Jak ocenia pani waszą grę?
Jestem zadowolona z tego, co prezentowałyśmy na tym etapie przygotowań. To był nasz pierwszy występ po długim zgrupowaniu w Szczyrku, a mimo to potrafiłyśmy zagrać na wysokim poziomie przeciwko USA i Chinom. Pozytywny obraz został zepsuty spotkaniem z Rosją, przegranym do zera. Spaliłyśmy się psychicznie, bo za bardzo chciałyśmy wygrać dla wspaniałej rzeszowskiej publiczności.

Rzeczywiście, doping miałyście bardzo gorący. Chyba macie spory kredyt zaufania u kibiców?
To było wspaniałe. Bałyśmy się, że ludzie zachowają się podobnie, jak w ubiegłym roku w Bydgoszczy, gdzie z każdym naszym meczem było ich mniej. Tam
też przegrywałyśmy, ale zupełnie nie było widać w zespole ducha walki. Teraz każda z nas dawała z siebie wszystko i kibice to docenili.

Czyżby rodziła się nowa mocna drużyna?
Z pewnością. W Rzeszowie bardzo chciałyśmy pokazać wszystkim, że podczas zgrupowania w Szczyrku ciężko pracowałyśmy. Wszystkie dziewczyny marzą o występie w igrzyskach olimpijskich. Marco Bonitta to wyśmienity trener. Mam nadzieję, że z nim zakwalifikujemy się do Pekinu. Uważam, że mimo porażek, już widać pierwsze efekty jego pracy.

Ale nie ma zwycięstw.
Też żałuję, że nie było wygranej. Brakuje nam spektakularnego zwycięstwa nad mocnym zespołem. Ono doda nam wiary w to, że możemy pokonać każdego. Przypomnę, że w Rzeszowie naszymi rywalkami były mistrzynie olimpijskie Chinki i mistrzynie świata Rosjanki. Zaczęłyśmy więc grę w Grand Prix z najwyższego pułapu. W kolejnych turniejach w Chinach i Japonii rywalki będą nieco słabsze.

W jakich nastrojach lecicie do Azji?
W dobrych. Mamy w sobie dużo wiary w to, że nasza praca ma sens. W piątek, o godz. 19, wyjdziemy do meczu z Włoszkami po to, by wygrać. Podobnie będzie w następnych spotkaniach. Jestem pewna, że z każdym dniem będzie lepiej. Potrzebujemy gier. Konfrontacja z dobrymi zespołami to najlepszy sposób na to, by zbudować mocną drużynę.

Co nowego wprowadził do waszej gry Bonitta?
Inaczej wygląda gra obronna. Trener duży nacisk kładzie na kontratak. Wiele czasu spędzamy na analizowaniu własnej gry i rywalek na wideo. Taktyka u Bonitty jest kluczowa.

Pięć miesięcy temu urodziła pani dziecko. Ciężko było wrócić do formy?
Powiem szczerze, że podczas zgrupowania w Szczyrku miałam momenty zwątpienia. Gdyby nie dziewczyny i trener, którzy podtrzymywali mnie na duchu, zrezygnowałabym! Oceniam, że mogę grać na 70 proc. możliwości z najlepszych lat. Ale jestem na dobrej drodze, by grać lepiej niż kiedykolwiek.

Zdąży się pani przygotować na wrześniowe mistrzostwa Europy?
Osiągnęłam pewien pułap i teraz muszę go przeskoczyć. Nie będzie łatwo, ale dam radę. Mamy jeszcze ponad miesiąc, to sporo czasu. Dlatego mogę śmiało powiedzieć, że będziemy walczyć o złoty medal. W końcu to my jesteśmy mistrzyniami Europy!