"Przed zeszłorocznym czempionatem kontynentu nie mieliśmy na papierze tak silnego składu jak teraz. Mało osób wtedy na nas stawiało i liczyło na sukces. Teraz sytuacja jest inna. Jesteśmy w prawie optymalnym składzie, a wiadomo jak jest w Polsce - automatycznie pojawia się presja, jest dużo większe ciśnienie" - ocenił Michał Bąkiewicz.

Przyjmujący reprezentacji, który jako jeden z czterech obecnych w kadrze siatkarzy (obok Piotra Gacka, Piotra Gruszki i Pawła Zagumnego), ma w kolekcji złoty medal ME i srebrny MŚ, przyznał, że powoli odczuwa emocje związane z dużą imprezą.

"Ta adrenalina już się pojawia. I to dobrze, bo gorzej byłoby, gdyby się tego nie czuło" - uważa.

Zawodnicy w ostatnim okresie sporo narzekali na brak świeżości i ociężałość związaną z mocnymi treningami.

"Myślę, że z dnia na dzień czujemy się dużo lepiej. Teraz tylko czekać na pierwsze spotkanie na mistrzostwach świata z Kanadą. Istotną rzeczą jest przecież, by dobrze rozpocząć turniej. Szczególnie w naszym przypadku, bo jesteśmy zespołem, który potrzebuje się rozkręcić. Potem już niezależnie z kim gramy, będąc w dobrej dyspozycji psychicznej i fizycznej, potrafimy z każdym walczyć na dobrym poziomie" - zaznaczył Bąkiewicz.

W ostatnim okresie piętą achillesową reprezentacji było przyjęcie. To głównie dlatego Castellani zdecydował się zabrać do Włoch aż pięciu przyjmujących i tylko dwóch atakujących.

"To się poprawia, co widać na treningach i w sparingach. Dzięki temu mogliśmy w ostatnim meczu towarzyskim z Brazylijczykami w Kurytybie prowadzić wyrównaną walkę (Polacy przegrali 2:3-PAP). Nie ukrywamy, że teraz właśnie najmocniej ćwiczymy przyjęcie i zagrywkę. Na pewno będzie lepiej" - dodał.


Po raz pierwszy od czterech lat Bąkiewicz w pokoju nie mieszka z Danielem Plińskim. Środkowego PGE Skkry Bełchatów z udziału w mundialu wyeliminowała kontuzja barku.

"To na pewno dziwne uczucie, ale często smsujemy. Ostatnio zapewnił mnie, że wszystko idzie w dobrym kierunku i mam nadzieję, że w kolejnym sezonie reprezentacyjnym będzie już z nami" - powiedział 29-letni Bąkiewicz.

Ostatnim sparingpartnerem Polaków przed wyjazdem do Włoch byli Kubańczycy. W Spale bez udziału publiczności biało-czerwoni raz wygrali, raz przegrali.

"Zespół nam bardzo dobrze znany. Ich potencjał jest duży. Cztery lata temu przed wylotem do Japonii żegnaliśmy się z polskimi kibicami właśnie meczami z Kubą i skończyło się to srebrnym medalem" - przypomniał.

Dodał równocześnie, że sytuacji sprzed czterech lat nie można porównać do obecnej.

"Do Azji na pewno nie lecieliśmy jako faworyci. Mało osób na nas stawiało. Poza tym bardzo długo przed mundialem siedzieliśmy już w Japonii i nie czuliśmy tego, co się dzieje w Polsce. Byliśmy odizolowani od wszystkiego" - powiedział Bąkiewicz.

Polacy do Triestu, gdzie rozegrają pierwsze trzy mecze, odlecą w czwartek. Mundial zainaugurują spotkaniem z Kanadą (25 września, godz. 17.00), potem zmierzą się z Niemcami (26.09, 21.00) i Serbią (27.09, 21.00).