"Przez 15 dni o niczym innym nie rozmawiałem, tylko o taktyce, strategii, rywalach. Nie wiem co się stało, ale nasza praca się opłaciła i przyniosła rezultat. Zrobiliśmy niesamowitą rzecz. Przez sześć miesięcy udało mi się stworzyć zespół prawdziwych wojowników. To właśnie najbardziej kocham w tej drużynie. Jestem dumny, że jestem trenerem tych chłopaków" - podkreślił selekcjoner w poniedziałek tuż po wylądowaniu na warszawskim Okęciu.

Zadowolenia nie kryli również sami zawodnicy. "Pół roku bardzo ciężkiej pracy i wyrzeczeń przyniosło niesamowite efekty. Jestem bardzo zadowolony, że mogę być częścią tej ekipy. Udało nam się wytrzymać ze sobą, chociaż ostatnie trzy tygodnie były naprawdę bardzo trudne. Dzięki temu sukcesowi będziemy mieli więcej czasu na przygotowanie się do igrzysk oraz przyszłorocznej Ligi Światowej. Mamy zamiar to wykorzystać" - obiecał kapitan reprezentacji Marcin Możdżonek.

Rok 2011 był bardzo udany dla polskich siatkarzy. Najpierw zajęli historyczne, trzecie miejsce w rozgrywkach Ligi Światowej. Później stanęli na trzecim stopniu podium w mistrzostwach Europy i ostatecznie w Japonii po raz pierwszy od 46 lat zajęli drugą lokatę w Pucharze Świata. W każdej z tym imprez sporą rolę odgrywała muzyka, którą gracze puszczali sobie w szatni.

"Tym razem muzyki też było dużo. To stało się naszym rytuałem przed niemal każdym meczem. Nie było jednej listy utworów. Ona regularnie się zmieniała. Tak samo jak przeciwnicy. Najważniejsze jest to, że nadal jesteśmy fajną grupą i wytrzymaliśmy ze sobą wszelkie trudy" - podkreślił atakujący kadry Zbigniew Bartman.

Dla trenera najtrudniejsze było spotkanie z Włochami. "Jak przegrywaliśmy 0:2 nie byłem szczęśliwy, mimo że to wygrywała moja drużyna narodowa, z którą mam mnóstwo wspomnień. Teraz jednak jestem szkoleniowcem biało-czerwonych i z ich sukcesów się cieszę. Za każdym razem, gdy walczę przeciwko Italii, nie jest to dla mnie łatwe" - przyznał.

Zdaniem Możdżonka dużą rolę w Japonii odegrała ciągła zmiana miejsc. W ciągu 15 dni Polacy grali w czterech miastach.

"Ogólna organizacja turnieju była dobra. Częste zmiany hoteli i miast sprzyjały lepszej atmosferze w zespole. Jakbyśmy mieli siedzieć w jednym miejscu to mogłoby to się naprawdę źle skończyć" - ocenił.

Siatkarze do Kraju Kwitnącej Wiśni wylecieli w połowie listopada. W ciągu 15 dni rozegrali 11 spotkań. Odnieśli osiem zwycięstw i trzy porażki, wszystkie w tie-breaku, z Irańczykami, Brazylijczykami i Rosjanami. W turnieju zajęli drugie miejsce i zapewnili sobie udział w igrzyskach olimpijskich w Londynie. Po raz ostatni polska reprezentacja na podium Pucharu Świata stała w 1965 roku, kiedy turniej odbył się w Warszawie.

Siatkarze niewiele będą mieli wolnego. Już w weekend rusza bowiem PlusLiga.