"Mamy czas, by fizycznie i psychicznie przygotować się do igrzysk. Będziemy mogli pozwolić sobie na trening i na odpoczynek. To niezwykle ważne. A 27 lipca będziemy w Londynie na ceremonii otwarcia olimpiady. Jestem z tego powodu niezwykle szczęśliwy. Tego nikt nam już nie zabierze" - podkreślił.

Anastasi nie ukrywa, że marzy mu się krążek w stolicy Wielkiej Brytanii.

"Oczywiście jak kończy się rywalizację w Pucharze Świata na drugim miejscu można powiedzieć, że jest się drugą drużyną globu, ale ... spokojnie. Reprezentacja tworzy interesującą, bardzo młodą grupę graczy, którzy muszą jeszcze wiele się nauczyć. Oni mają wszelkie papiery ku temu, by zdobyć medal olimpijski. Złoty? Może... Wierzę w podium" - zaznaczył.

Włoch ma już w dorobku brąz z najważniejszej sportowej imprezy na świecie. W Sydney prowadzona przez niego kadra Włoch stanęła na najniższym stopniu podium.

"To było jedenaście lat temu. Chciałbym to powtórzyć. Oczywiście, gdyby to było złoto, to byłaby pełnia szczęścia. Nie podgrzewajmy jednak wokół nas atmosfery. Musimy szybko ochłonąć. Będzie potrzebny nam spokój i niezbyt wygórowane oczekiwania. Cieszmy się, że mamy zespół ze wspaniałymi perspektywami, ale to nie znaczy, że nie musimy pracować. Wręcz przeciwnie, musimy włożyć jeszcze więcej wysiłku w to, co robimy" - zaapelował.

Anastasi przyznał, że ma już w głowie nazwiska 12 graczy, których chciałby zabrać ze sobą do Londynu.

"Ale jeszcze wiele może się wydarzyć. Drzwi do kadry są otwarte, nie jestem głupi. Muszę mieć do dyspozycji najlepszych zawodników i po nich właśnie sięgnę. To moment dla graczy, by grali w klubach, a ja będę ich obserwował" - zapowiedział.

Plan przygotowań jest już gotowy i przesłany do całego sztabu.

"Ustaliłem go po meczu z Brazylią, gdy zapewniliśmy sobie udział w igrzyskach. Nie mogłem w ogóle spać, więc postanowiłem działać. Wyciągnąłem rozkład rozgrywek Ligi Światowej i myślałem o tym, co musimy jeszcze zrobić, by jak najlepiej wypaść w Londynie. Jeszcze przed meczem z Rosją wysłałem wszystko moim współpracownikom, a oni mi powiedzieli, że jestem szalony" - podkreślił.

Przed rywalizacją w stolicy Wielkiej Brytanii czeka brązowych medalistów mistrzostw Europy rywalizacja w elitarnej Lidze Światowej.

"Nie potraktujemy jej ulgowo. Chciałbym ponownie stanąć tam na podium, nie będzie to łatwe, ale spróbujemy. Zwróćmy uwagę, że w Japonii pierwsza trójka była dokładnie taka sama jak w Lidze Światowej. Zamieniliśmy się tylko miejscami z Brazylią. To też o czymś świadczy. Gramy po prostu bardzo dobrze w siatkówkę" - ocenił.

Wracając myślami do Pucharu Świata Anastasiemu przychodzi do głowy tylko jedno słowo: "zmęczenie".

"To najtrudniejszy turniej na świecie. Nikt, kto w tym nie uczestniczył nie może sobie nawet wyobrazić do jakiego stopnia jest to ciężkie. Trzy razy brałem udział w tej imprezie, dwukrotnie jako trener, raz jako zawodnik i wiem jak trudno jest znaleźć się na podium. Każdego dnia trening, mecz, dużo podróży, przemieszczania się. Nigdy nie słyszałem jednak słowa narzekań z ust siatkarzy. Oni rozumieli po co to wszystko robimy i jaki jest cel" - podkreślił.

Jeszcze trudniejsze zadanie ma przed sobą trener. "Dla szkoleniowca to prawdziwa tragedia. Codzienna analiza, ustalanie strategii, taktyki. Zawodnicy po meczu mają wolne, mogą pójść na zakupy, położyć się do łóżka. Selekcjoner nie" - zauważył.

Anastasi z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej kontrakt podpisał 23 lutego tego roku, ale z siatkarzami spotkał się po raz pierwszy na początku maja.

"To nie było łatwe pół roku. Zwłaszcza okres, w którym próbowałem budować tę drużynę. Na koniec sezonu zagraliśmy jednak niewiarygodnie, mimo że w Pucharze Świata pojawili się nowi zawodnicy - Paweł Zagumny, Michał Winiarski czy Zbigniew Bartman. Tworzymy w tym momencie naprawdę interesującą ekipę. Kiedy patrzę na nich, jestem zadowolony z tego, co widzę. Możemy rywalizować jak równy z równym ze wszystkimi zespołami na świecie i mamy realne szanse, by sięgać po kolejne medale w przyszłości" - ocenił i dodał: "wiemy jednocześnie, że nie jesteśmy idealni, mamy sporo elementów do poprawy i musimy zrobić kolejne kroki, by być wśród najlepszych, ale mamy ku temu naprawdę dobrą bazę".

Teraz czas na odpoczynek. "Jadę do domu. Przez sześć ostatnich miesięcy spałem tylko w hotelach. Marzę o własnym łóżku" - przyznał włoski szkoleniowiec.