W piątek Polacy po słabszej grze ulegli w USA Iranowi także 0:3. Deklarowali wówczas, że dzień później w pojedynku z mistrzami olimpijskimi z Pekinu i brązowymi medalistami igrzysk w Rio de Janeiro postarają się zaprezentować z lepszej strony. Wiadomo było, że o zwycięstwo będzie trudno, bo biało-czerwonym nigdy nie grało się łatwo z tym rywalem.

Trener Vital Heynen - w porównaniu z poprzednim meczem - w wyjściowej "szóstce" pozostawił tylko środkowego Mateusza Bieńka i libero Michała Żurka. Po raz pierwszy w tym roku w drużynie narodowej zaprezentował się zaś Mateusz Mika. Przyjmujący opuścił poprzedni sezon reprezentacyjny z powodu kłopotów zdrowotnych.

W sobotę Polacy na początku pierwszych dwóch setów byli chwilami równorzędnym rywalem dla gospodarzy, w obu prowadzili też 12:10. Zgubiła ich jednak duża liczba własnych błędów. Mieli duże kłopoty ze skończeniem akcji i nie potrafili wykorzystać słabszych momentów w grze przeciwników. Ci z kolei dali im lekcję jak należy zachować się przy kontrataku.

Trzecia odsłona od początku do końca przebiegała pod dyktando Amerykanów, którzy prowadzili 5:2, 17:14 i 23:19. Nie pomagały zmiany dokonywane przez Heynena. Prowadzący zespół z USA John Sparow nie musiał w ogóle korzystać z rezerwowych. Dobrze spisywali się zarówno doświadczeni już w grze na arenie międzynarodowej Aaron Russell (14 punktów), Matthew Andreson (12) i Maxwell Holt (11), jak i 20-letni Torey Defalco (9), który w składzie udanie zastąpił Thomasa Jaeschke. Ten ostatni doznał kontuzji kolana w piątkowym meczu z Serbią (3:0) i dzień później poruszał się po hali o kulach.

Na pochwałę zasługuje zwłaszcza Micah Christenson. Rozgrywający gospodarzy zdobył aż 7 pkt. 25-letni siatkarz dobrze sobie radził zarówno w polu serwisowym (dwa asy), jak i w przepychankach na siatce oraz w...ataku.

Najlepiej punktującym w polskim zespole był Bartosz Bednorz, który zanotował 10 "oczek". Jako jedyny z biało-czerwonych miał dwucyfrową zdobycz w meczu, podczas którego na trybunach słychać było żywy doping sporej grupy miejscowej Polonii.

Jaeschke w przeszłości występował PlusLidze. Od dwóch lat gra w niej także środkowy zespołu z USA David Smith, a jesienią zadebiutuje w niej Kawika Shoji, który w sobotę obserwował poczynania kolegów jako rezerwowy.

Biało-czerwonym nie udało się zrewanżować rywalom za porażki z ostatnich lat. W 2016 roku ulegli im 0:3 w ćwierćfinale turnieju olimpijskiego, a w poprzednim sezonie przegrali z nimi 1:3 w meczu fazy interkontynentalnej Ligi Światowej, czyli w rozgrywkach zastąpionych w tym roku przez LN.

Wcześniej w sobotę Serbia pokonała Iran 3:2.

Mający na koncie po 11 kolejkach osiem zwycięstw podopieczni Heynena o pierwsze zwycięstwo, ale i pierwszego wygranego seta w Hoffman Estates powalczą w niedzielę właśnie z ekipą z Bałkanów. Nie mają dużo czasu na odpoczynek. Pojedynek ten rozpocznie się bowiem niespełna 15 godzin po zakończeniu ich meczu z Amerykanami, którzy awansowali na drugie miejsce w tabeli.

Turniej w Stanach Zjednoczonych zakończy tego dnia późniejsze spotkanie gospodarzy z Iranem.

USA - Polska 3:0 (25:20, 25:19, 25:19)
USA: Aaron Russell, Matthew Anderson, Maxwell Holt, David Smith, Torey Defalco, Micah Christenson - Erik Shoji (libero)
Polska: Bartosz Bednorz, Maciej Muzaj, Bartłomiej Lemański, Mateusz Bieniek, Mateusz Mika, Grzegorz Łomacz - Michał Żurek (libero) oraz Fabian Drzyzga, Damian Schulz, Bartosz Kwolek, Artur Szalpuk.