49-letni Heynen bywa różnie postrzegany. Słynie z tego, że jest fascynatem siatkówki i w wolnym czasie ogląda nawet mecze nawet mniej atrakcyjnych lig. Wszyscy zgodnie potwierdzają, że rozpiera go energia, co udowodnił m.in. po powrocie z Australii z ostatniego turnieju fazy interkontynentalnej. Mimo że spędził wiele godzin na pokładzie samolotu i miał za sobą trzy męczące tygodnie pełne dalekich podróży, to na konferencji prasowej żywo dyskutował, żartował i nieustannie przechadzał się po sali.

Podczas meczów i treningów jest ekspresyjny i wybuchowy, często dostaje żółte kartki za gwałtowne dyskusje z sędziami. Zawodnicy nieraz dostają od niego reprymendę nawet za drobne błędy. Docenia też jednak ich udane zagrania. Polscy siatkarze przyznawali już nieraz, że przez pierwsze tygodnie współpracy z Belgiem musieli się przyzwyczaić do jego stylu i ... słowotoku. Chwali się go za to za ciekawie prowadzone zajęcia. Przykłada dużą wagę do tego, by były urozmaicone. Dba też o atmosferę w zespole i stara się dużo dyskutować ze swoimi podopiecznymi. Nawet o ich życiu prywatnym.

Wypytuję nie tylko o formę i zdrowie, ale także o życiowe sprawy zawodników. Jeśli mają jakieś kłopoty, to te same nie znikną. Dlatego będę ich często podpytywał. Jeśli tylko będę umiał, to postaram się im pomóc. Myślę, że moja praca polegać ma właśnie na tym, by pomagać tej drużynie, a nie sprawiać, by zawodnicy dusili takie sprawy w sobie - argumentował w majowej rozmowie z PAP.

Jednym z sukcesów Heynena na tym tle jest zeswatanie niemieckiej pary siatkarskiej Christiana Fromma i Maren Brinker w czasie, kiedy prowadził męską reprezentację tego kraju.

W maju 2015 roku napisał na Twitterze: "Problem dnia: wszyscy zawodnicy w drużynie narodowej mają dziewczynę z wyjątkiem jednego: Christiana Fromma. Jest miły i uprzejmy. Ktoś może mi pomóc?". Trzy miesiące później pochwalił się w sieci z udanego zakończenia swojej misji, a dwa lata później Fromm i Brinker wzięli ślub. To właśnie podczas pracy z tą drużyną narodową odniósł największy sukces w karierze. Cztery lata temu podczas mistrzostw świata w Polsce zdobył brązowy medal, sprawiając dużą niespodziankę. Rozstał się z tą ekipą po nieudanych eliminacjach do igrzysk w Rio de Janeiro. W turnieju kwalifikacyjnym w Berlinie lepsi od gospodarzy byli...Polacy.

Następnie Heynen, który znany jest też z zamiłowania do długich spacerów, objął reprezentację swojego kraju. Zespół pozbawiony gwiazd dotarł pod jego wodzą do półfinału ubiegłorocznych mistrzostw Europy, które były rozgrywane...w Polsce. Belgijską kadrę porzucił, by zacząć współpracę z biało-czerwonymi.

Od pewnego czasu łączy pracę jako trener zespołów narodowych z funkcją szkoleniowca w klubie. Obecnie prowadzi niemiecki VfB Friedrichshafen, ale w latach 2013-15 pracował z siatkarzami ówczesnego Transferu Bydgoszcz. To w tym zespole jego podopiecznym był Paweł Woicki, który choć jeszcze nie zakończył kariery zawodniczej, to jest obecnie asystentem Heynena w reprezentacji Polski. Belg pracę w roli szkoleniowca zaczynał w Noliko Maseeik, w którym spędził siedem lat (wcześniej był w tym klubie rozgrywającym), potem był związany także z Ziraatem Bankasi Ankara i Tours VB.

Nie tylko treningi są niekonwencjonalne u Belga. Podczas pracy z biało-czerwonymi dał się poznać jako miłośnik częstego rotowania składem. Żartował, że jego celem jest sprawienie, by nikt nie był w stanie przewidzieć, jaką "szóstkę" wystawi w kolejnym spotkaniu.

Sympatię kibiców zyskuje otwartością i ogłaszanymi zakładami, w związku z którymi deklaruje, że kupi fanom...piwo. Taki manewr zastosował już zarówno wobec sympatyków VfB Friedrichshafen, jak i reprezentacji Polski. W obu przypadkach jednak warunek postawiony przez Belga (zwycięstwo jego podopiecznych w danym pojedynku) nie został spełniony.

Heynen imponuje także jako poliglota - płynnie porozumiewa się m.in. po angielsku, niemiecku i francusku. Od razu po podpisaniu umowy z PZPS zaczął się zaś uczyć polskiego i nieraz prezentuje dziennikarzom i kibicom kolejne poznane słowa w tym języku.

Kibicom zależy jednak przede wszystkim, by przywrócił czas sukcesów biało-czerwonych. Ambitny szkoleniowiec nie ukrywa, że podjął się tej pracy z myślą o walce o medal olimpijski w Tokio. Wcześniej jednak jego podopieczni sprawdzą się w rozpoczynających się w niedzielę mistrzostwach świata.