W ostatnich latach biało-czerwoni wielokrotnie mierzyli się z Irańczykami. Nigdy nie grało im się z tą drużyną łatwo. W 2016 roku rozegrali sparing, który zakończył się porażką 1:3, następnie trafili na siebie w interkontynentalnym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk (ponownie przegrali 1:3), a potem jeszcze w fazie grupowej turnieju olimpijskiego w Rio de Janeiro i wówczas zwyciężyli 3:2. W poprzednim sezonie wygrali mecz towarzyski (3:0) oraz jedno ze spotkań fazy interkontynentalnej Ligi Światowej (3:0), a w drugim musieli zaś uznać wyższość rywali (1:3). W tym roku drużyny te spotkały się w fazie interkontynentalnej Ligi Narodów i Irańczycy wygrali 3:0.

Kibice już przyzwyczaili się, że w pojedynkach biało-czerwonych z tą ekipą zawsze iskrzy pod siatką. Wiedzą też o tym siatkarze.

"Gdy Polska gra z Iranem, to zawsze jest dodatkowy smaczek pozasportowy. Tak już jest i chyba... zostanie. Wydaje mi się, że nam to akurat pomaga" - zaznaczył Jakub Kochanowski.

Brał on udział w pierwszym tegorocznym pojedynku obu drużyn. "Mamy im coś do udowodnienia, bo nie uważam, że jesteśmy gorsi. Wtedy mieliśmy zdecydowanie moment słabości i mam nadzieję, że to się nie powtórzy" - podkreślił.

21-letni środkowy w ubiegłym roku grał z Iranem w mistrzostwach globu juniorów. Wówczas także nie brakowało emocji.

"Iskrzyło 10 razy bardziej niż to miało miejsce w spotkaniach seniorów. To długa historia i nie chcę do tego wracać. Mamy z Iranem na pieńku jako juniorzy i seniorzy też" - skwitował.

Na pytanie, czy jest pierwszym, czy raczej ostatnim do starcia w konfliktowej sytuacji, odparł, że to zależy od okoliczności. "Nie unikam konfliktów, jeżeli trzeba stanąć za swoją drużyną, ale raczej też nie jestem osobą, która tylko szuka okazji do tego, żeby się pokłócić" - zastrzegł.

Jednym z polskich siatkarzy, którzy mają za sobą wiele starć z Irańczykami, jest Michał Kubiak.

"Zaliczam się do osób, które prowokują pod siatką. Mnie też prowokują. Niektórzy są od tego, niektórzy są od atakowania, a inni od przyjmowania. Niewykluczone, że jutro zaiskrzy. Jeśli będziemy dobrze grać, to z mojej strony nie będzie żadnych prowokacji. Jak będzie przegrywać, to można się spodziewać, że coś się wydarzy" - zapowiedział kapitan obrońców tytułu.

Incydenty z tym zespołem ma za sobą również Heynen. Belg w rozmowie z dziennikarzami przywołał historię sprzed roku, gdy jeszcze jako trener swoich rodaków grał mecz LŚ w Teheranie.

"Przegraliśmy wówczas 2:3. Rywale nie byli spokojni. Oni bywają bardzo agresywni. W tamtym spotkaniu cały czas kłóciłem się z Saeidem Marouflakranim, także poza boiskiem. Jak to wyglądało? Zaczął do mnie mówić, a ja odpowiadałem. On nie zna angielskiego, ale zawsze mogę mówić po persku. Lubię go, ale czasem powinien przystopować" - podsumował.

Nie zamierza zachęcać swoich podopiecznych do prowokowania, ale według niego czasem sytuacja wymaga bardziej zdecydowanej reakcji.

"Nie zawsze można się wycofać, czasem trzeba się postawić. Zobaczymy, jak będzie w poniedziałek. Może być gorąco, ale też może być bardzo spokojnie i nic się nie wydarzy. Trzeba być gotowym na wszystko. Jak na razie byliśmy grzeczni. Mamy na koncie tylko jedną żółtą kartkę" - zauważył.

Kochanowski zapewnił, że napięcia z boiska nie przenoszą się na spotkania z Irańczykami na hotelowym korytarzu w Złotych Piaskach, gdzie mieszkają wszystkie zespoły z grupy D.

"Wszyscy jesteśmy dobrze wychowanymi ludźmi i nie będziemy odwracać głów czy ignorować wyciągniętych rąk. Chodzi tylko o to, aby pokazać na boisku swoją wyższość" - zaznaczył.

Biało-czerwoni i ich trener mają świadomość, że liderem zespołu z Bliskiego Wschodu jest wspomniany Marouflakrani.

"Iran to Marouf. To zespół złożony z dobrych graczy, ale dzięki niemu są bardzo dobrzy. To świetny rozgrywający i lider drużyny. W meczu z Kubą tłumaczył swojemu atakującemu jak ma grać. Byłby dobrym trenerem, bo rozumie siatkówkę. Jego zachowania wydają się szalone, a tak naprawdę są sprytne. Za to go właśnie lubię" - opowiadał Heynen.

Nieco inaczej znaczenie Marouflakraniego przedstawia Kochanowski.

"Iran to nie tylko on. Jest znakomitym rozgrywającym, ale ma też świetnych wykonawców. Iran - tak jak my - to cała drużyna, która czerpie siłę z tego, że wszyscy pomagają sobie na boisku i nie wystarczy zatrzymać jednego zawodnika" - ocenił.

Słynny rozgrywający jest znany z tego, że nie tylko sam prowokuje, ale także jest podatny na takie zachowanie rywali. "Mam nadzieję, że będzie pod tym względem coraz łatwiej, choć widać, że on też spuścił trochę z tonu i bardziej się kontroluje" - zaznaczył Kubiak.

Zarówno Polacy, jak i Irańczycy są na razie niepokonani w grupie D i poniedziałkowe spotkanie tych ekip będzie bardzo istotne w kontekście walki o pierwsze miejsce w tabeli na koniec tej fazy turnieju.

"Żeby myśleć o trzeciej rundzie MŚ, musimy w pierwszej fazie odnieść cztery zwycięstwa. Pięć to idealna opcja, cztery to minimum. Jeśli wygramy w poniedziałek, będziemy w całkiem komfortowej sytuacji" - analizował Heynen.