Zarówno biało-czerwoni, jak i Irańczycy byli przed tym pojedynkiem niepokonani w grupie D i wiadome było, że triumfator tej konfrontacji znacząco się przybliży do awansu do drugiej rundy z pierwszego miejsca w tabeli. We wcześniejszych spotkaniach w Warnie Polacy grali dobrze, ale zdarzały im się momenty dekoncentracji, które kosztowały ich dwa razy stratę seta.

"Przed tym meczem powiedzieliśmy sobie, że jeśli wejdziemy na swój poziom, to jesteśmy lepszą drużyną niż Iran i spokojnie możemy ich ograć. Najważniejsze było tylko to, żeby ten nasz najlepszy poziom sportowy osiągnąć. A graliśmy dziś bardzo dobrze" - ocenił Kochanowski.

Spotkanie zaczął w kwadracie dla rezerwowych, ale od połowy drugiego seta na stałe zajął miejsce Mateusza Bieńka. Poza czterema skutecznymi atakami i blokiem popisał się także w końcówce spotkania serią trudnych zagrywek. W polu serwisowym znalazł się przy stanie 20:22. Najpierw posłał asa, a potem jego kolejne zagrywki sprawiały przeciwnikom duże kłopoty, dzięki czemu koledzy z zespołu kończyli kontrataki.

"Dziękuję za pochwały, ale najważniejsze, że wygraliśmy szybko w trzech setach. W takich meczach najbardziej buduje się drużyna. To, że wytrzymaliśmy i przeszliśmy razem taką batalię, to na pewno zaowocuje w przyszłości" - zapewnił 21-letni zawodnik.

Błysnął on także pojedynczym blokiem na Seyedzie Mohammadzie Musawim. Nie miał jednak kłopotu z wyborem, gdy jeden z dziennikarzy spytał go, co sprawiło mu większą frajdę.

"Jakbym miał wybierać, to seria zagrywek" - wskazał.

Przed poniedziałkowym pojedynkiem wiele mówiło się o prowokacjach, które są nieodłącznym elementem meczów między drużyną z Bliskiego Wschodu a biało-czerwonymi. W Warnie przez dłuższy czas było spokojnie, ale w końcówce dały o sobie znać emocje. Po zablokowaniu Michała Kubiaka rywale prowadzili 22:19. Wtedy też doszło do starcia między kapitanem obrońców tytułu a słynnym irańskim rozgrywającym Saeidem Maroufem. Sędzia opanował sytuację, pokazując obu zawodnikom po żółtej kartce. Starcie to pobudziło biało-czerwonych.

"Nie prowokowaliśmy się nawzajem aż do końcówki spotkania i dlatego tak to wyglądało. Co wówczas zaszło? Marouf spojrzał w sposób, który nie spodobał się Michałowi" - zrelacjonował krótko Kochanowski.

Tuż po tej sytuacji Polacy zdobyli punkt, po którym w pole zagrywki powędrował właśnie środkowy i odwrócił losy tej partii. On sam jest jednak zdania, że on i jego koledzy nie potrzebowali takiej dodatkowej mobilizacji do wygrania tej odsłony.

"Nie miało to zbyt wielkiego znaczenia, jeśli chodzi o chęć wygrania trzeciego seta. Zrobiliśmy po prostu to, co do nas należało" - skwitował.

Na koniec pierwszego etapu mundialu Polaków czeka wtorkowy pojedynek z Bułgarami, którzy organizują turniej razem z Włochami. Podopieczni Vitala Heynena potrzebują wygrania dwóch setów, by do kolejnego etapu rywalizacji awansować z pierwszego miejsca w grupie.

"To wcale nie będzie łatwiejsze spotkanie niż to dzisiaj. O meczu z Iranem trzeba już zapomnieć i skupić się na Bułgarii" - zastrzegł Kochanowski.