Podopieczni Vitala Heynena ćwiczyli w hali treningowej wczesnym przedpołudniem. Mieli możliwość odbycia tam jeszcze jednych zajęć, ale sztab szkoleniowy zdecydował, że lepiej, aby zawodnicy oszczędzali energię na kolejne dwa dni, kiedy to czekają ich pojedynki - kolejno - z Serbami i Włochami. Sytuacja zdrowotna w drużynie się poprawia.

"Michał Kubiak czuje się coraz lepiej. Widzę to po tym jak się porusza, jaką energią dysponuje. Widać, że ma jej coraz więcej. Myślę, że problemy Fabiana Drzyzgi z kręgosłupem nie są aż tak duże, żeby mogły mu przeszkodzić w prowadzeniu gry zespołu. Bartek Kwolek jest lekko przeziębiony, ale ma to wpływu na jego dyspozycję na treningu" - wyliczał Sebastian Pawlik, jeden z dwóch asystentów Heynena.

Wraz z belgijskim szkoleniowcem, drugim z asystentów Michałem Mieszko Gogolem, a także statystykiem Robertem Kaźmierczakiem wieczorem będą oglądać z trybun Pala Alpitour spotkanie rozpoczynające rywalizację w grupie J, w którym ekipa Italii zmierzy się z Serbami. Zawodnicy w tym czasie mają odpoczywać w hotelu.

"Liczę, że ten mecz skończy się 3:2. Niech grają piękną siatkówkę praktycznie do trzeciej nad ranem" - zaznaczył z uśmiechem Kaźmierczak.

Polski Związek Piłki Siatkowej postawił przed Heynenem jako cel znalezienie się w czołowej "szóstce". Trenerzy biało-czerwonych nie obawiają się, że u ich podopiecznych po zrealizowaniu tego zadanie będą kłopoty z mobilizacją.

"Ja sobie nie wyobrażam, żeby można byłoby myśleć +już zrobiliśmy wszystko i nic więcej nie musimy+. Jesteśmy w +szóstce+. Czy się uda ugrać coś więcej - zobaczymy, ale na pewno zrobimy wszystko, żeby grać jak najlepiej i zajść jak najdalej" - zapewnił Pawlik.

Zawodnikom humory przed rozpoczęciem trzeciej rundy dopisują. Mają świadomość, że wybrnięcie z trudnej sytuacji, w jakiej znaleźli się po dwóch kolejnych porażkach w drugiej rundzie, to szansa, którą warto wykorzystać.

"Fajnie, że daliśmy sobie możliwość rozegrania dwóch kolejnych spotkań, które mogą nam dać możliwość gry o krążki. Bardzo się cieszę, że dotarliśmy do Turynu. Głęboki wdech i wydech, że tu jesteśmy" - zaznaczył Dawid Konarski.

Kwolek zwrócił uwagę, że do awansu do półfinału jest już niedaleka droga. 21-letni przyjmujący wskazuje także, że potem wiele zależy już od niuansów.

"Teraz każdy mecz jest na wagę złota tak naprawdę, bo jedna wygrana może nam dać wejście do +czwórki+. A tam to jest już loteria, dyspozycja dnia, jeden zawodnik poczuje się lepiej i może wygrać mecz. Dlatego myślę, że spotkanie z Serbią będzie najważniejsze" - ocenił.

Biało-czerwoni z ekipą z Bałkanów zmierzyli się poprzednio w niedzielę w Warnie, na zakończenie drugiego etapu MŚ. Wówczas walczący o życie podopieczni Heynena wygrali zaskakująco łatwo 3:0, prezentując efektowną i skuteczną grę.

"Przed tym meczem powiedzieliśmy sobie, że szkoda byłoby nie wykorzystać tej szansy, bo tyle spotkań wygraliśmy w pierwszej rundzie i straciliśmy wtedy tylko dwa sety" - przypomniał Kwolek.

Wiele osób wysuwało przypuszczenia, że Serbowie, pewni już wcześniej awansu, nie byli w pełni zdeterminowani, by wygrać ten pojedynek. Polacy mają świadomość, że czwartkowy pojedynek będzie znacznie trudniejszy.

"Na pewno będą próbowali dobrać się nam do skóry. Nie nastawiamy się, że to będzie łatwy mecz. Postaramy się tak przygotować drużynę, by była zmobilizowana i gotowa na to, że trzeba grać na wysokim poziomie. Ciężko na jednym turnieju przy tak wyrównanym poziomie wygrać dwa razy z tą samą drużyną. Dyspozycja dnia jest bardzo ważna. Myślę, że Serbowie będą mieli obawy przed tym spotkaniem, bo zagraliśmy przeciwko nim bardzo dobre zawody. Nam pewnie też będzie ciężko powtórzyć występ na aż tak wysokim poziomie, ale oni na pewno będą też pamiętać o tamtej porażce" - podsumował Pawlik.

Konarski ma nadzieję, że jego zespołowi uda się jednak powtórnie zagrać równie dobrze co w ostatnią niedzielę.

"Wierzę, że powtarzając taki poziom, obojętne z kim się zmierzymy, to będziemy w stanie wygrać" - zaznaczył atakujący.

Kaźmierczak liczy, że polskim zawodnikom uda się wykorzystać fakt, że przyjęcie jest nieco słabszym elementem w zespole Nikoli Grbica. Pomocni w zatrzymywaniu rywali u biało-czerwonych są także ofensywni gracze - przyjmujący Artur Szalpuk i atakujący Bartosz Kurek.

"Jeśli Serbowie będą grali na wysokiej piłce, to ciężko się gra z takim blokiem jak nasz. Wiadomo, że Artur czy Bartek, to jest wysoki i równy blok i myślę, że to jest ten atut, który musimy wykorzystać w tym meczu. Drużyna z Bałkanów ma nieco słabsze przyjęcie, ale ofensywa jest po ich stronie, bo każdy z zawodników potrafi atakować na szybkiej piłce. Srecko Lisinac powiedział, że on i jego koledzy dużo lepiej grają pod presją. Jeśli przegrają wieczorem z Włochami, to jutro będą pod presją. Zobaczymy, czy zagrywka będzie im tak wychodziła wtedy jak w meczu 1. rundy z Rosją, kiedy mieli 13 asów, przy 14 zepsutych zagrywkach i sześciu przypadkach, gdy rywale oddali im po ich serwisie piłkę za darmo. To jest mecz, który czasem wychodzi raz na turniej. Oby tak było, bo hala w Turynie nie jest mała i będzie ciężko podrzucić tę piłkę i znaleźć punkty odniesienia. Liczę, że rywale nie trafią czysto w piłkę za każdym razem" - podkreślił statystyk polskiej ekipy.

Jak dodał, atutami biało-czerwonych są przede wszystkim zagrywka i blok.

W piątek podopiecznych Heynena czeka pojedynek z Włochami, wśród których wiodącą postacią jest Ivan Zaytsev.

"Moim zdaniem jest on oczywiście bardzo ważny w ataku i praktycznie w każdym meczu ma powyżej 50 procent skuteczności, ale Juantorena też dokłada swoje. Bardzo szybko grają na to lewe skrzydło do niego, plus do tego jego atak z drugiej linii i regularna zagrywka. Można powiedzieć, że Italia ma dwóch liderów. Ale skupmy się na razie na Serbach. Jak wygramy to spotkanie, to będzie nam dużo łatwiej potem" - podsumował Kaźmierczak.