Mateusz Bieniek (środkowy reprezentacji Polski): Zagraliśmy świetne spotkanie. Cieszy mnie to, że - przegrywając 1:2 - potrafiliśmy się podnieść i wrócić do gry. Zasłużyliśmy moim zdaniem na ten finał. Nie wiem, co mogę dodać. To jest naprawdę niesamowite. Teraz chcemy odpocząć, a jutro walczyć o kolejne zwycięstwo. Jesteśmy zespołem, wygrywamy, to najważniejsze. Nie jest dla mnie istotne, czy o zwycięstwie w tie-breaku bardziej zdecydowały umiejętności siatkarskie czy serce i głowa. Liczy się tylko to, że wygraliśmy".

Dawid Konarski (atakujący reprezentacji Polski): Czy to był horror? Mecz pod większą kontrolą. A tak na poważnie, to zawsze bardzo ciężko nam się grało z drużyną USA i tym bardziej cieszy nas ta wygrana. W trzecim secie zaczęliśmy wracać do gry. Mieliśmy piłkę na 24:24, ale niestety się nie udało. Dało nam to jednak taki impuls na czwartą odsłonę. Zaczęliśmy ją dobrze, trzymaliśmy się dobrze do końcówki. Kapitalne zawody w wykonaniu Bartka Kurka, po raz kolejny. W tie-breaku zapewniliśmy trochę nerwów kibicom, żeby napięcie nie spadło, a teraz cieszymy się z awansu. Pokonaliśmy rywali wytrwałością. Oni, gdy się rozkręcą, to rozjeżdżają przeciwników jak walec i go mielą. Stawiliśmy im opór i zostawiliśmy po raz kolejny serducho na boisku.

Na pewno warto było czekać trzy lata na zwycięstwo nad Amerykanami w półfinale takiego wielkiego turnieju. Jak nie dziś, to kiedy? Nie wiadomo, kiedy trafimy na siebie następnym razem. Na pewno to zwycięstwo smakuje bardzo dobrze, ale mam nadzieję, że jutrzejsze będzie smakowało jeszcze lepiej. Zawsze jestem przygotowany, aby wejść na boisko. Wszyscy w kwadracie dla rezerwowych staramy się pomóc. Cieszę się, że wyszła nam podwójna zmiana. Olek Śliwka przytrzymał przyjęcie, a do tego dołożył kapitalne zagrywki. Trochę słabszy mecz zaliczył Artur Szalpuk, ale wypocznie na niedzielę i sam będzie strzelał w Brazylijczyków".

Paweł Zatorski (libero reprezentacji Polski): Po meczu dziękowałem wszystkim, którzy w nas wierzyli, bo momentami my sami nawet nie wierzyliśmy. Trener nam powtarzał wraz z biegiem turnieju, że jesteśmy jedyną drużyną w tej imprezie, która może walczyć z Amerykanami. I my w to uwierzyliśmy. Te jego teorie czasem są dziwne, ale zdają egzamin. Turniej się jednak jeszcze dla nas nie skończył. Walczymy z Brazylią. Po meczu, gdy my ściskaliśmy się we łzach, trener wylał na nas od razu kubeł zimnej wody na nasze głowy i powiedział, że wracamy do hotelu. Jutro walczymy, bo jesteśmy w stanie postawić się "Canarinhos". W takim meczu jak ten z USA lepiej być na boisku. Wszyscy zmagamy się z różnymi dolegliwościami i chorobami. Na szczęście banany i żele energetyczne postawiły nas na nogi.