Jakie to uczucie być najlepiej zarabiającym siatkarzem świata?

Nie wiem, czy najwięcej zarabiam, więc nie będę na ten temat rozmawiał. Wiem, że otrzymuję godne wynagrodzenie za pracę, która sprawia mi dużo przyjemności. Każdemy życzyłbym, aby był w takiej sytuacji.

Mówi się, że na następny sezon Dynamo Kazań zaproponowało panu i drugiemu Amerykaninowi Llloyowi Ballowi po milion dolarów za sezon.

Tak się mówi? To znaczy, że się nas ceni. Nie rozmawiam na temat swoich dochodów. Jestem z nich zadowolony i tyle.

To właśnie pieniądze skłoniły pana do przeprowadzki z greckich Salonik do rosyjskiego Kazania?

Bardziej muzułmańskiego niż rosyjskiego, choć leżącego na terytorium Rosji. Ale pieniądze były ważne, podobnie jak to, że kontrakt zaproponowano również Llloyowi. Zastanawialiśmy się nad tą decyzją, bo czuliśmy jednak pewien lęk przed nieznanym, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się przeprowadzić i nie żałujemy. Kazań okazał się pięknym miastem w Tatarstanie, mającym ponad milion mieszkańców i świetny klimat. Niczego nam tam nie brakuje.

Trudno mi uwierzyć, że ktoś, kto w rubryce "miejsce zamieszkania" wpisuje "Honolulu, Hawaje", nagle pokochał Kazań.

Dlaczego? To naprawdę fajne miasto. Zresztą aż tak długo tam nie mieszkam, bo zaraz po sezonie wracam do Stanów na mecze reprezentacji.

Powiedział pan, że nic panu nie brakuje: a języka angielskiego?

Rozmawiamy po angielsku cały czas, po rosyjsku za dużo nie mówimy. Poza tym w Kazaniu można się spotkać ze sportowcami amerykańskimi grającymi w koszykówkę lub hokeja. Tych od hokeja za dobrze nie znamy, ale z koszykarzami się czasem widujemy. I można gdzieś wyskoczyć na kolację z kolegami z drużyny. To doświadczeni faceci, którzy mają rodziny i za bardzo nie szaleją. To mi odpowiada.

Nie piją za dużo wódki?

Nie, my jesteśmy przecież sportowcami. Rosjanie naprawdę bardzo dużo piją, ale niekoniecznie nasi koledzy. Ja tam wolę łyknąć dobrego piwa.

Lloy Ball powiedział mi, że po sukcesach jest tylko wódka i kawior.

No, czasem się zdarza. Takie połączenie rzeczywiście się trafia. Ale my nie pijemy tyle co inni. Także dlatego, że nie możemy, nie dalibyśmy rady. Mamy za słabe głowy.

Piłkę uderzacie jednak równie mocno jak Rosjanie, zwłaszcza pan. Zna pan opinię, że idealnie pasuje pan do siłowego stylu Dynama? Gdyby ktoś nie wiedział, że jest pan Amerykaninem, pomyślałby, że pochodzi pan z Rosji.

Tak, słyszałem takie opinie. Coś w nich jest. Ale jeśli serwujesz z prędkością ponad 120 kilometrów na godzinę, to nie znaczy, że jesteś Rosjaninem. Nie przesadzajmy z tym stereotypami. W łódzkim Final Four Ligi Mistrzów wygraliśmy także dzięki technice. Wiedzieliśmy, kiedy grać mocno, a kiedy rozsądnie. Zgadzam się, że rosyjski styl zakłada mocne uderzanie piłki i nie ukrywam, że mi to odpowiada, ale potrafię też grać inaczej.

Znów został pan wybrany najlepszym zawodnikiem finałowego turnieju. To duża satysfakcja?

Mam już takie wyróżnienia. Chodziło mi o to, by zwyciężył zespół, bym w końcu poczuł, że gram w najlepszej drużynie świata. Lloy Ball już po raz 5. występował w Final Four i ani razu wcześniej nie wygrał. Czas był najwyższy. A na nagrody zasłużył cały zespół. Wszyscy świetnie grali.

Który mecz był trudniejszy dla Dynama Kazań: półfinał przeciwko Skrze Bełchatów czy finał z Włochami z Piacenzy?

Oba były bardzo ciężkie. Myślałem, że z Polakami pójdzie nam łatwiej, a tymczasem, gdy tylko trochę się zdekoncentrowaliśmy, odrobili dwa sety straty i byliśmy w bardzo trudnej sytuacji. Siatkówka to rozgrywka psychologiczna - odpuścisz na chwilę i masz problem. Skrze pomógł fantastyczny doping kibiców, wasi fani są niesamowici. Odetchnąłem z wielką ulgą po piłce meczowej w 5. secie. Byliśmy najlepsi w turnieju, a tymczasem do naszej porażki brakowało bardzo mało.

Po zakończeniu sezonu w Moskwie pojedzie pan na zgrupowanie reprezentacji, a potem na igrzyska. Co może tam zrobić kadra USA?

Możemy osiągnąć wielkie rzeczy. Nie jesteśmy najlepszym zespołem świata, ale pokonywaliśmy już wszystkie najlepsze. Dlaczego nie miałoby się to zdarzyć w Pekinie? Jedziemy po złoty medal, jak chyba każdy.

Polska musi najpierw wywalczyć sobie awans.

Wiem i wcale nie ma aż tak łatwej grupy. Uda wam się jednak chyba zakwalifikować, ale... uważajcie na Portoryko. Znakomicie pracują z młodzieżą, z roku na rok są coraz lepsi. To nie jest łatwy przeciwnik.