Tomasz Sikora szlifuje formę
To będą ostatnie igrzyska olimpijskie Tomasza Sikory. Trener Roman Bondaruk już zapowiedział, że po tym sezonie kończy współpracę z Polskim Związkiem Biathlonu. – Jeśli nie będzie Tomka, to nie mam tu czego szukać – mówi szkoleniowiec.
- Sikora szósty w Anterselvie
- "Nie chcę, by oglądały mnie wnuki"
- Kanada ma na igrzyska sekretny plan
- Ostatnie kilometry olimpijskiej sztafety
- Oni polecą na igrzyska do Vancouver
- Sportowcy zamiast pieniędzy dostaną pluszaki
- Na co możemy liczyć w Vancouver?
- 70 par nart Kowalczyk już w Kanadzie
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Anterselva to ulubione miejsce Sikory, w końcu to tutaj przed piętnastoma laty sięgnął po swój pierwszy i jedyny tytuł mistrza świata, tutaj też najchętniej wraca na treningi. Czasem zabiera ze sobą rodzinę. Tę włoską miejscowość położoną w dolinie w południowym Tyrolu upodobał sobie także Ole Einar Bjoerndalen. Norweg, największa gwiazda biatlonu, rekordzista pod względem liczby wygranych zawodów w Pucharze Świata, przed kilkoma laty kupił sobie w tej okolicy dom. Tutaj też znalazł też żonę – Nathalie Santer, włoską biatlonistkę.
– W czym tkwi tajemnica Anterselvy? W jej położeniu. To dla nas ostatni trening wysokogórski przed igrzyskami. Teraz dotlenimy organizmy i zwiększymy poziom czerwonych krwinek, a później będziemy mieli jeszcze czas na wyrównanie wskaźników – zdradza Sikora.
Różnicę wysokości odczuwa się już po przyjeździe w to miejsce. Droga na strzelnicę zajmuje około 10 minut piechotą. To ciągła wspinaczka, podczas której trzeba się przygotować na narastający szum w uszach, czasem nawet bolesny, oraz ból głowy. Biatloniści wjeżdżają znacznie wyżej, na płaskowyże górujące nad wioską. – Ja ostatnio zajechałem na austriacką stronę, dosyć wysoko, nad jezioro, które góruje nad Anterselvą – opowiada zawodnik katowickiego AZS.
Justyna Kowalczyk budzik ma nastawiony na godzinę 5 nad ranem, biatloniści przy niej to prawdziwe śpiochy. – Jak jest dzień wolny, to wstajemy około 9, czasem 10. Ale z reguły śniadanie jest o 8, o 9 jest już trening. Drugi jest po obiedzie – opowiada Bondaruk. Zawodnicy i zawodniczki trenują oddzielnie.
Nadia Biełowa wraz z ekipą kobiet trenują strzelanie. Wpierw w pozycji stojącej, a później w leżącej. A w przerwie, dla rozgrzewki, kilka kółek wokół stadionu. – Nie daj Boże, gdy później ktoś nam chce zrobić zdjęcie. A my całe albo oplute, albo z gilami do pasa – śmieje się Krystyna Pałka, piąta zawodniczka igrzysk olimpijskich w Turynie.
Sikora wykonuje indywidualny plan przygotowań, młodsi koledzy i tak nie byliby w stanie dotrzymać mu kroku. – Przypuszczałem, że z powodu choroby początek sezonu może nie być najlepszy w moim wykonaniu. Biegałem słabiej, bo pojawiły się błędy w technice. W trakcie sezonu nie ma czasu na trenowanie, mimo to starałem się wykorzystać każdą wolną chwilę – mówi Sikora.
Życie biatlonisty na zgrupowaniu ogranicza się do jedzenia, spania, trenowania i zabiegów regeneracyjnych. Większość sobie nie pobłaża, obfite śniadanie, dwudaniowy obiad, często z deserem, podobnie kolacja. – Biatlon to sport wytrzymałościowy, jak przejedziesz kilka, kilkanaście kilometrów na nartach na mrozie, to od razu chce ci się jeść – mówi Paulina Bobak. – Ja ze względu na wiek staram się uważać na kalorie. Rezygnuję z deseru, zjadam też jedno danie. Przed Vancouver zamierzam zrzucić jeszcze 2 kg, by osiągnąć optymalną dla siebie wagę – zdradza Sikora.
>>>Czytaj dalej>>>
























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!