Dziennik.plSport

Poniedziałek, 13 lutego 2012

Imieniny: Grzegorza, Katarzyny, Kastora

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. -4°C

Karierę Batmana skrócił mu tajfun

2010-02-01 | Ostatnia aktualizacja: 21:30 | Komentarze: 0 | skomentuj

Olimpiada zawsze jest bardzo politycznym przedsięwzięciem. Niektórych rzeczy nie można było przeskoczyć. W Calgary zanotowałem swój najlepszy start na igrzyskach, ale przez tę całą politykę nie mogłem tam dostać wyższego miejsca niż piąte - opowiada najlepszy polski łyżwiarz figurowy, Grzegorz Filipowski.

Pogoda

POLSKA

Poniedziałek 2012-02-13

temp. min -24°C max. 2°C
opady: śladowe opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

ROBERT PIĄTEK: Nie jest pan już Grzesiem, jak był pan nazywany przez swoją trenerkę, ale także nie Grzegorzem. W Kanadzie funkcjonuje pan jako Gregor. Co pan w ogóle tam robi?
GRZEGORZ FILIPOWSKI: Jestem trenerem łyżwiarstwa figurowego w dzielnicy Toronto Richmond Hill w klubie York Region Skating Academy. Szkolimy tam wszystkie grupy wiekowe. Zaczynamy pracę z dziećmi i prowadzimy je aż do wieku seniora.

Z horyzontu polskich kibiców zniknął pan zaraz po zakończeniu kariery amatorskiej. Co pan robił?
Podpisałem kontrakt z menedżerem i startowałem na otwartych mistrzostwach USA, gdzie zająłem trzecie miejsce. Potem nawet te zawody wygrałem. Trochę jeździłem w różnych rewiach. Pracy nie było jednak aż tak dużo, w końcu więc wraz z narzeczoną postanowiliśmy osiedlić się w jednym miejscu i zacząć trenować innych.

Długo występował pan w rewiach?
2-3 lata. To niedługo, niektórzy jeżdżą po 10 lat. My kiedyś podpisaliśmy kontrakt na trzy lata z wytwórnią filmową Warner Brothers i wystawialiśmy Batmana. Niestety, jeździliśmy tylko przez rok, bo w Hongkongu trafiliśmy na tajfun, który zniszczył nam cały sprzęt. Ale i tak zjechaliśmy pół Azji - m.in. Bangkok, Singapur, Manillę, Jakartę.

Kogo pan grał?
Batmana.

I tak skromnie pan o tym mówi?
Miałem jakieś osiągnięcia w karierze amatorskiej, więc łatwiej było mi otrzymywać pierwszoplanowe role.

Jeździł pan tam z którymś ze swoich rywali?
Nie. W tamtym czasie tych rewii było więcej. Teraz telewizja i internet sprawiają, że trudniej jest sprzedać bilety.

Ale ma pan z nimi jakiś kontakt?
Oczywiście, najczęściej przy okazji zawodów. Bardzo wielu z nich pozostało przy łyżwiarstwie. Na przykład Brian Orser jest dyrektorem innego klubu w Toronto. Kilku zawodników kanadyjskich działa w związku, więc ich też widuję na zawodach. Paru zostało komentatorami telewizyjnymi, jak Kurt Browning, inni są sędziami. Ten świat łyżwiarski jest dosyć mały.

czytaj dalej

rozmawiał Robert Piątek
Źródło: Dziennik.pl
1234następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Walentynki w
Dziennik.pl Walentynki w Dziennik.pl

Najczęściej komentowane