"Nie chcę, by oglądały mnie wnuki"
Myślę, że igrzyska w Vancouver będą moimi ostatnimi. Podczas igrzysk w Soczi będę miał 40 lat i za chwilę będzie tak, że moje wnuki będą oglądać moje starty w telewizji. A nie chciałbym do tego dopuścić. Nie wiem jednak, czy po sezonie zakończę karierę. Z decyzją poczekam do ostatniego startu w marcu - mówi biathlonista Tomasz Sikora.
- Sikora szósty w Anterselvie
- Biathloniści złożyli śluby. Mogą jechać
- Sikora bez medalu. Trafił na śnieżycę
- Małysz przeskoczył skocznię olimpijską
- Vancouver może zmienić ideę igrzysk
- Polacy mniej zainteresowani sportami zimowymi
- Na co możemy liczyć w Vancouver?
- Tomasz Sikora szlifuje formę
- Przybity Sikora: Medale rozdała pogoda
- Ile dostaną nasi medaliści z Vancouver?
- Sikora na podium w zawodach Pucharu Świata
- Sikora 30. w zawodach Pucharu Świata
- Ruszają igrzyska. Polacy, do boju!
- 70 par nart Kowalczyk już w Kanadzie
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
MARTA PYTKOWSKA: To już pana piąte igrzyska. Wraca pan myślami do swojego debiutu?
TOMASZ SIKORA*: Zaraz po przyjeździe do Lillehammer zachorowałem na zapalenie płuc. Wystąpiłem tylko raz indywidualnie, zająłem 32. miejsce. W sztafecie spisałem się lepiej, bo
przyprowadziłem ją na trzecim miejscu. Dwa następne... Nagano to była tylko dobra sztafeta, a Salt Lake City to zupełna klapa. Ale nie mogę żadnej z tych olimpiad porównać do Turynu, bo tam
był medal. Natomiast Lillehammer to były najlepiej przygotowane igrzyska pod względem organizacyjnym ze wszystkich dotychczasowych. Później pod tym względem było już tylko gorzej.
W poprzednim sezonie osiągał pan na trasie lepsze czasy niż najwybitniejszy biatlonista świata Ole Einar Bjoerndalen, a teraz nie mieści się pan w czołowej dziesiątce.
Dlaczego?
Wybiła mnie z rytmu choroba, jaka przytrafiła mi się bezpośrednio przed rozpoczęciem sezonu. Podczas sezonu, gdy są starty, nie ma czasu, by wybiegać te brakujące godziny, których
potrzebowałem w listopadzie. Dlatego tak potrzebne mi było zgrupowanie w Anterselvie.
Przed występem w Turynie też nie było wyników?
Oczywiście nie było siedemdziesiątych miejsc, ale były 40. czy 30. Nie zawsze wchodziłem do ścisłej czołówki. Dopiero na ostatnim pucharze w Anterselvie, tuż przed igrzyskami, we wszystkich
trzech startach byłem w dziesiątce. W dwóch biegach byłem o krok od podium, ale poniosłem straty na ostatnich strzelaniach.
A teraz nie obawia się pan, że drugi zawodnik poprzedniego sezonu wróci z igrzysk bez medalu?
Nieszczególnie. Po tylu latach już nie przykładam wagi do tego, co się pisze o mnie w mediach. Jeśli jestem krytykowany, to tylko mnie to mobilizuje. W Turynie ta presja przed ostatnim startem
sięgnęła wymiarów astronomicznych. W niektórych gazetach skreślili i zamazali nam nawet twarze, można było się wówczas załamać. A u mnie to miało zupełnie odwrotny efekt. Choć przed
samym biegiem zacząłem sobie myśleć, by być przynajmniej w ósemce, a nie znów w okolicach 20. miejsca. Żeby być w tej ścisłej czołówce, udowodnić sobie, że ten czas poświęcony na
przygotowania na coś się przydał.
Gdzie trzyma pan medal?
Tam gdzie pozostałe, w szafce. Ale jest bardzo mało widoczny, bo zasłania go zamek.
czytaj dalej










































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!