EPO to nie witamina C. To się bierze celowo
Kornelia Marek stosowała doping świadomie, ale z całą pewnością nie bez pomocy kogoś z jej najbliższego otoczenia. Taka opinia dominuje w środowisku. Nikt poza samą zawodniczką nie wierzy, że badanie próbki B da inny wynik niż próbki A i zawodniczka zostanie oczyszczona z zarzutów.
- Plaga dopingu? Kolarze też brali EPO
- Bjoergen kontra Kowalczyk. To już wojna!
- To już pewne. Polka była na dopingu
- Ciężkie kary dla Kornelii Marek
- Oto burzliwa historia dopingu
- Doping u biegaczki? "Nic nie brałam"
- Doping Kornelii Marek. Czekają na próbkę
- "To dramat Marek i całego związku"
- Polska biegaczka przyłapana na dopingu
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Wyniki drugiego badania będą znane w piątek. "Ale na igrzyskach ani innej wielkiej imprezie nigdy jeszcze nie zdarzyło się, żeby badania próbek B i A dały różny wynik" - twierdzi prof. Jerzy Smorawiński, przewodniczący Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie. Wczoraj dowiedzieliśmy się także o kolejnej aferze z EPO z udziałem Polaków. Dwaj kolarze przełajowi Paweł i Kacper Szczepaniakowie zostali zawieszeni. Brali EPO przed styczniowymi mistrzostwami świata juniorów, w których zajęli pierwsze i drugie miejsce.
MKOl poinformował o wykryciu niedozwolonych środków w organizmie biegaczki trzy dni temu, ale PKOl upublicznił ją dopiero w środę wieczorem. Próbka A pobrana od Marek po biegu sztafetowym 4 x 5 km w Vancouver wykazała obecność erytropoetyny (EPO).
"Nie może być mowy o przypadku. Przecież chodzi o najsilniejszy koks, jaki istnieje! Nie można się tłumaczyć, że było coś w syropie. Zrobili jej zastrzyk i nie wiedziała z czym?" - mówi Piotr Nurowski, prezes PKOl.
Smorawiński jest tylko trochę ostrożniejszy: "Teoretycznie mogła nie wiedzieć, że bierze EPO, jeżeli uwierzyła, że ktoś podaje jej witaminę C. W sporcie stosuje się kroplówki regeneracyjne. Ale to też jest niedozwolone" - mówi. "Wątpię jednak, żeby zrobiła to sama. Z reguły zawodnicy nie są tak wyedukowani, żeby samodzielnie mogli brać takie środki, zawsze ktoś tym kieruje".
"Na pewno przeprowadzone zostanie drobiazgowe śledztwo. Ta sprawa musi być wyjaśniona" - zapowiada Nurowski.
Zawodniczce, a także jej ewentualnym pomocnikom, grożą bardzo poważne konsekwencje, i to nie tylko ze strony FIS (Międzynarodowej Federacji Narciarskiej). "Jeśli zarzuty się potwierdzą, na pewno czekają ją 2-3 lata bezwzględnej dyskwalifikacji, wykluczenie z kadry olimpijskiej na Soczi, zostanie odebrane jej też stypendium" - grozi prezes Nurowski. "A gdy okaże się, że ktoś ją do tego namówił albo jej w tym pomógł, złożę wniosek o dożywotnią dyskwalifikację tej osoby".
czytaj dalej






















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!