Narciarka wolała krowę od pieniędzy
O czym myślała Amerykanka Lindsey Vonn po zdobyciu złotego medalu mistrzostw świata w supergigancie w Val d'Isere? Można wierzyć lub nie, ale o... swojej krowie. Vonn dostała krowę za zwycięstwo w zawodach Pucharu Świata i od tego czasu po prostu się w niej zakochała. Zwierzak zdążył zresztą obdarować swoją właścicielkę dwoma cielaczkami.
- Nasza łyżwiarka w światowej czołówce
- Lindsey Vonn mistrzynią w zjeździe
- Superkombinacja przełożona. Vonn zadowolona
- Kryształowa Kula po raz trzeci dla Vonn
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Vonn dostała krowę za zwycięstwo w zjeździe w zawodach Pucharu Świata w Val d'Isere w grudniu 2005 roku. Mogła dostać czek, ale zdecydowała się na krowę, którą zaprowadziła do swej zimowej bazy w austriackim Kirchberg, gdzie Olympia "powiła" już dwa cielaki.
"Z tymi dwoma cielakami jest teraz o wiele więcej warta niż czek, który mi wtedy ofiarowano. To była dobra inwestycja" - twierdzi Vonn. "Lubię Val d'Isere, skąd pochodzi moja krowa. Mam nadzieję, że tu wpiszę się na karty historii narciarstwa alpejskiego" - dodała Amerykanka.
Zdobywczyni Pucharu Świata myślała na podium nie tylko o krowie, ale i o mężu. "To on głównie sprawił, że odniosłam tyle sukcesów w ostatnich dwóch latach. Opracowaliśmy plan i wykonujemy go. Razem stanowimy wspaniały zespół" - podkreśliła jego zasługi.










































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!