Podczas jednej z konferencji polski skoczek wkroczył na salę z małym lwem na rękach. Za nim podążał drugi zwierzak. Drapieżniki, które miały promować jednego ze sponsorów, zostały przywiezione z Czech. Stamtąd też pochodziły lwy, które wystąpiły w filmie "Quo Vadis".

W sobotę w głównej roli wystąpił najlepszy polski skoczek. W obecności 11 tysięcy kibiców stanął na najwyższym stopniu. Ale zwycięstwo nie przyszło mu łatwo. W pierwszej rundzie Wolfgang Loitzl wylądował aż na 138 metrze, a lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Tomas Morgenstern na 137. Jednak Małysz zaskoczył wszystkich, uzyskując 139,5 metra - pisze DZIENNIK.

"Po przerwie technicznej pojawił się lekki wiaterek z przodu. Przy skokach to znaczy naprawdę wiele. Dlatego czołówka miała lepsze warunki od skaczących wcześniej zawodników. W drugiej serii wiatr już tak nam nie pomagał. Trzeba było po prostu daleko skakać" - opowiadał wyraźnie zadowolony Polak.

W drugiej rundzie Małyszowi dorównał jedynie Austriak Morgenstern. Obaj uzyskali 133,5 metra, ale to nasz zawodnik został zwycięzcą. Kibice w Zakopanem oszaleli ze szczęścia. "Inni skoczkowie przychodzili do mnie, mówiąc, że oni też chcieliby mieć taką publiczność w swoich krajach. I żeby była taka zabawa" - mówił Małysz.

"Głośna muzyka, która leci z olbrzymich głośników, na pewno mi nie przeszkadza. Ona wręcz mobilizuje do dłuższych skoków. Słyszę ją, jak siedzę w szatni, i mimo to potrafię się skoncentrować. Lubię, jak ta cała buda się kołysze" - dodaje nasz mistrz.