"Kowalczyk została ukarana za zabieganie drogi rywalce w finale niedzielnego sprintu w Davos. Zdaniem jury, walcząca o miejsce na podium narciarka zmieniła tor już w strefie, w której jest to zakazane i zablokowała Kikkan Randall. Sędziowie przesunęli naszą reprezentantkę z trzeciego na ostatnie miejsce w tym wyścigu" - przypomina "Fakt".

"Skandynawowie znaleźli sobie sposób na Justynę. Inaczej nie potrafili jej pokonać" - mówi rozgoryczony Wierietielny.

"W proteście zadaliśmy jury pytanie: czy mamy dalej pracować i startować, czy nie ma to sensu, bo po prostu nas zdyskwalifikują? To jakieś szaleństwo! Inne ekipy już się z nas podśmiewają. Kpią, że Justyna pobiegnie, a potem odbiorą jej miejsce! Jak tak dalej pójdzie, przez te kary nie pojedziemy na mistrzostwa świata" - przestrzega Wierietielny.

W jaki sposób sędziowie mogą wykończyć Polkę? Jeśli notorycznie będą dopatrywali się przewinień naszej mistrzyni.

"W skrajnych przypadkach mogą dać jej ostrzeżenie w postaci żółtej kartki. A jeżeli otrzyma dwie, zostanie zawieszona do końca sezonu. Wtedy dwukrotnej mistrzyni świata z Liberca zabrakłoby na najważniejszej imprezie tej zimy!" - pisze "Fakt".

"Na razie Justyna ma czyste konto. Ale wystarczy jedna taka kartka, by wprowadzić nerwową atmosferę i obawiać się dalszej rywalizacji. W ubiegłym sezonie Justysia dostała żółty kartonik podczas igrzysk w Vancouver, za przyblokowanie rywalki w biegu na 30 km klasykiem. Słusznie. Ale teraz ją skrzywdzono i nie mamy zamiaru się z tym pogodzić" - mówi trener. 

>>>Czytaj też: Grosicki odejdzie z Jagi?