Ile ten medal kosztuje?
Kosztuje naprawdę wiele - cztery lata ciężkiej walki z samym sobą, z ciałem, z ograniczeniami. Przede wszystkim kosztuje presję. Ale dobrze smakuje. Naprawdę, jest to spełnienie marzeń. I takich owoców oczekuje się po ciężkiej pracy.

Warto było, kłopotów nie brakowało.
Na pewno nie brakowało rywalek w dobrej formie. Ale cieszę się, bo jest dobra dyspozycja. Pokazała mi, że przygotowania, jakie trener w ostatnim czasie mi zaaplikował idą w dobrym kierunku. I mam nadzieję, że to zacznie się jeszcze rozwijać na te biegi drużynowe, sztafetowe, jak i również na 10 kilometrów. Piękny dzień, świętujemy i na razie nie martwimy się tym co będzie w przyszłości.

A po igrzyskach w Vancouver były kłopoty.
Jasne, że były kłopoty. Nie spodziewałam się takiego przebiegu mojej kariery, nagłego zatrzymania się….

… bo to był wypadek
Dokładnie. Był wypadek, ale wypadki się zdarzają. Ja się cieszę, że spotkałam wielu dobrych ludzi, jak również uważam, że Bóg mi wiele pomógł, bo dał mi wiarę, by się nie poddawać, żeby walczyć. I dzisiaj widzę sens tego, że być może tak miało być, bym dzisiaj mogła być tutaj. Silniejsza.

Po ciężkim wypadku miałaś operację obojczyka.
Łokcia. I kości ramiennej w stawie barkowym. Więc było bardzo ciężko. Coś mnie tam jeszcze czeka, jakieś kosmetyczne zabiegi. Ale na razie cieszę się i przeżywam ten cudowny, wspaniały moment jaki dał mi dzisiaj Bóg doświadczyć. 

Kiedy uwierzyłaś w ten sukces, w ten medal?
Tak naprawdę to ja jestem realistką i nie lubię pompować balona, że jest szansa i że na pewno coś będzie. Bo w sporcie nie ma nic na sto procent, jest ciężka walka i każdy walczy o medale. Każdy tutaj jest świetnie przygotowany, każdy ma narty pięknie, wybornie wręcz nasmarowane. Więc tutaj liczy się praktycznie siła, to, kto miał lepszą dyspozycję danego dnia. Norweżki były niesamowite, Stina Nilsson na finiszu naprawdę była niesamowicie szybka. No a my …. jesteśmy brązowe.

Co pamiętasz z tego finiszu?
Szansę, to że była ta szansa na srebro. Byłam skoncentrowana tylko na tym, żeby jak najszybciej dotrzeć do linii mety. Po drodze spotkałam jeszcze Stinę Nilsson.

Ogromny wysiłek, tym bardziej chwała.
Chwała Bogu, chwała.

Być może dopiero wszystko się zaczyna?
Do końca mistrzostw mamy jeszcze trzy biegi, ale ta puenta niesamowicie cieszy i mam nadzieję, że na tym jeszcze pojedziemy do „trzydziestki”.