„Bardzo się denerwowałem. Nie jestem maszyną, jestem tylko człowiekiem i nerwy były. No i pierwszy skok nie wyszedł mi tak, jakbym tego chciał. Był mocno spóźniony” – przyznał tuż po historycznym zwycięstwie.

Przed ostatnim konkursem w Bischofshofen Stoch był drugi, do lidera Norwega Daniela Andre Tandego tracił 1,7 pkt. Dwukrotny złoty medalista olimpijski zachował się po mistrzowsku. Wygrał zawody i zapewnił sobie końcowe zwycięstwo.

„To przede wszystkim ogromna nagroda za ciężką pracę, wyrzeczenia, trudy włożone przez całą moją karierę. Nie tylko mówię o sobie, ale także o moich kolegach z drużyny, sztabie szkoleniowym, rodzinie. To nie tylko mój sukces i dlatego dziękuję im z całego serca” – zaznaczył.

65. Turniej Czterech Skoczni był jednak dramatyczny. Przed trzecim konkursem w Innsbrucku Stoch był liderem, ale... zaliczył upadek. Długo nie było wiadomo, czy zdoła w ogóle stanąć na starcie. Ostatecznie rozegrano tylko jedną serię, a zawodnik z podzakopiańskiego Zębu zajął czwarte miejsce. W klasyfikacji generalnej spadł na drugą pozycję.

„Wtedy też nie było żadnej chwili zwątpienia. Była szybka ocena sytuacji, czy mogę dalej skakać. Jedyne czego pragnąłem to tylko tego, by dalej kontynuować swoją pracę i oddawać skoki. Bo to jest to, co pragnę robić” - podkreślił.

Stoch to dopiero piąty zawodnik w historii, który jest mistrzem olimpijskim, świata oraz zwycięzcą Turnieju Czterech Skoczni.

„To oczywiście jest fantastyczne, ale w tej chwili o tym nie myślę, że jestem w jakimś tam gronie. Skupiam się tylko na tym, co się w tym momencie stało i co przede mną. A przede mną są kolejne zawody i to już za parę dni w Polsce. Później jeszcze wiele konkursów do końca tego sezonu. Oczywiście trzeba się cieszyć, ale też trzeba zejść szybko na ziemię, odświeżyć głowę i ciało, by móc przygotować się do kolejnych wyzwań” - powiedział.

Nie tylko jednak Stoch cieszył się w piątek. Na drugim stopniu podium w klasyfikacji generalnej TCS stanął Piotr Żyła. Jeszcze przed ostatnim konkursem był... czwarty.

„To niesamowite, co zrobił Piotr podczas całego turnieju, ale nie tylko on. Cała nasza ekipa. Każdy dawał z siebie wszystko i każdy zasługuje na słowa uznania. Maćkowi też niewiele zabrakło do podium. Dawid Kubacki, Stefan Hula, Jasiek Ziobro i Klimek Murańka, wszyscy dawali z siebie wszystko i to jest wspólny sukces” – dodał Stoch.

Nie chciał jednak powiedzieć, czy triumf w tym turnieju jest cenniejszy niż złote medale olimpijskie, które wywalczył dwa lata temu w Soczi.

„Każdy sukces jest ważny i każdy to nagroda. Nie umiem ocenić, co jest dla mnie ważniejsze” - powiedział.

Stoch nie może się już doczekać konkursów w Polsce – najpierw w Wiśle, później w Zakopanem, choć zdaje sobie sprawę z tego, że czeka go tam prawdziwe szaleństwo.

„Niech się teraz dzieje. To ważne, by kibice byli, by się cieszyli i nas wspierali. O to w tym chodzi” - zaznaczył.

Na pytanie, co chciałby jeszcze w tym sporcie osiągnąć odpowiedział: „Ja chcę tylko skakać, to dla mnie najważniejsze”.

A teraz marzy mu się tylko.. herbata i łóżko. „By się położyć i odpocząć. Będę bardzo długo spał i chyba jutro w ogóle nie wstanę” - odparł.

W Bischofshofen Stocha wspierali najbliżsi. W czwartek przyjechała żona wraz z jego ojcem.

„To piękne, że moi najbliżsi, tych których kocham najbardziej byli tutaj ze mną i mogą się cieszyć razem tą chwilą” - przyznał.

Stoch nie zamiera jednak spocząć teraz na laurach. „Praca się jeszcze nie skończyła. Będę ją dalej kontynuował” - zapewnił.