Szwedzki Komitet Olimpijski (SOK) z zasady nigdy nie przyznaje premii za medale, uważając że takie osiągnięcia zawodowych sportowców znacznie podwyższają ich wartość na rynku sponsorskim.

Zwykle za medale dajemy w prezencie pluszową maskotkę i to powinno wystarczyć. W tej kwestii istnieje pełne porozumienie z zawodnikami - podkreślił przewodniczący SOK Peter Rainebo.

Premie przydzielają jednak krajowe federacje i narciarska w Szwecji ustaliła, że za złoty medal olimpijski sportowcy otrzymają tyle samo co podczas lutowych mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w Lahti, czyli 150 tysięcy koron (65 tys. złotych), a także 60 tys. koron za srebrny (26 tys. zł) i 30 tys. za brązowy (13 tys. zł).

Charlotte Kalla jednak nie dostanie nic, nawet gdyby zdobyła pięć złotych medali, ponieważ już w ubiegłym sezonie zrezygnowała ze współpracy z reprezentacją. Prowadzi odrębny program treningowy, z własnym zespołem opłacanym ze swojej kieszeni. Po zdobyciu trzech medali mistrzostw świata w Lahti - dwóch srebrnych, w tym jednego w sztafecie do podziału i brązowego - otrzymała tylko podziękowanie.

W dodatku według specjalnej umowy dotyczącej Pucharu Świata za zdobycie przynajmniej 30 miejsc na podium wszyscy członkowie reprezentacji otrzymują po 100 tysięcy koron bonusu (43 tys. zł). W sezonie 2016/17 Szwecja wywalczyła 34 miejsca w pierwszej trójce, dużą część z nich Kalla, lecz nie utrzymała ona żadnej premii.

„W sumie w ubiegłym sezonie powinna otrzymać od federacji, której jest niekwestionowaną twarzą, 205 tysięcy koron” - wyliczył dziennik "Aftonbladet".

Dyrektor reprezentacji Szwecji w biegach narciarskich Johan Seres powiedział w rozmowie z gazetą, że takie są zasady: "Charlotte nie chce trenować z nami, więc nie jest członkiem naszego zespołu i nie otrzyma premii. To jej wybór i koniec".

Biegaczka, która w swojej karierze zdobyła pięć medali olimpijskich, w tym dwa złote i trzy srebrne, oraz 12 medali mistrzostw świata - dwa złote, sześć srebrnych i cztery brązowe - przyznała, że jest bardzo rozżalona z powodu nierównego traktowania.

Startuję w szwedzkim stroju i reprezentuję kraj, a podczas ceremonii medalowych wciągana jest szwedzka flaga. Czuję się wykluczona, lecz nie zmienię decyzji, ponieważ nie zgadzam się z programem treningowym federacji i jak widać lepsze rezultaty uzyskuję według własnej recepty - powiedziała.

Szwedzkie media określiły decyzję federacji jako skandaliczną, ponieważ Kalla jest jej "koniem pociągowym" z punktu widzenia kontraktów sponsorskich i tym samym budżetu. Brak premii ze strony SOK już nie dziwi, ponieważ jest "wieloletnią tradycją".

"Podobnie jest od lat w Norwegii, której komitet olimpijski jest jednak znacznie bardziej rozrzutny niż nasz, ponieważ za każdy medal jego zdobywca otrzymuje poza maskotką również... tort" - skomentował "Aftonbladet".