Dalej nie wierzę w to, że mogło się tak stać. Tylko pogoda mogła nam pokrzyżować plany no i zrobiła to - zaczął spotkanie z dziennikarzami Małysz.

Dziś to nie był sport, tylko loteria, która w tym sezonie na pewno się jeszcze nie wydarzyła. Tak krzywdzący konkurs nie powinien mieć miejsca. Można go było przełożyć, bo przed rywalizacją na dużej skoczni są trzy dni. To jest walka o medale olimpijskie. Czekasz na nią cztery lata, a tu ma potem taki przebieg - dodał.

Po pierwszej serii niespodziewanym liderem był Hula, a Stoch zajmował drugie miejsce. W drugiej jednak Stoch trafił na słabszy niż rywale wiatr i ostatecznie do podium zabrakło mu zaledwie 0,4 pkt.

W przypadku Huli natomiast aparatura uznała, że ma bardzo korzystne warunki i odjęto mu 18,2 pkt - najwięcej ze skaczących w końcówce zawodników.

Nie wiem jakim cudem odjęto Stefanowi tyle punktów. Byłem w szoku. Przez radio cały czas dostawałem informacje, że warunki są słabe. Komu, jak komu, ale Stefanowi się ten medal należał – za jego wytrwałość, cierpliwość i walkę do końca - podkreślił Małysz.

Czterokrotny medalista olimpijski, a obecnie dyrektor ds. skoków narciarskich i kombinacji norweskiej w PZN ma nadzieję, że sędziowie wyciągną wnioski z tych zawodów.

Oby to zrobili, bo zdecydowanie za mało reagowano na długie skoki słabszych zawodników. Gdyby trafił na nie Kamil, to chyba przeskoczyłby obiekt - zwrócił uwagę.

Zwyciężył piąty po pierwszej serii Niemiec Andreas Wellinger. Drugie miejsce zajął Norweg Johann Andre Forfang, a trzecie jego rodak Robert Johansson, który awansował z 10. pozycji na półmetku.

Na 19. miejscu rywalizację zakończył Maciej Kot, a Dawid Kubacki nie zakwalifikował się do finału.

W sobotę 17 lutego zawodnicy będą rywalizować na dużym obiekcie, a dwa dni później na nim odbędzie się konkurs drużynowy. Wpływu ostatnich wydarzeń na psychikę Polaków, Małysz się nie obawia.

Oni znają swoją wartość, są już doświadczeni. Zabrakło nam dziś szczęścia, ale wierzę, że wszystko się odwróci - podsumował.