Weronika Nowakowska rywalizację w Korei Południowej zaczęła jednak od 34. miejsca w sprincie i 30. w biegu pościgowym. Później miała wielkie szanse na dobre miejsce w biegu indywidualnym. Gdyby nie dwa pudła pod koniec rywalizacji, mogłaby zająć nawet szóste miejsce. Skończyło się jednak na 21 lokacie. - Pojawił się w moim organizmie taki wyrzut adrenaliny, że po prostu ponownie go nie opanowałam. Szkoda, że emocje wzięły górę, ale taki jest sport, a szczególnie ten. Cały wyścig byłam skoncentrowana, poza tą minutą czy dwiema. Podświadomość zareagowała, że może być naprawdę dobrze i to mnie wybiło. Wiedziałam, że chcąc walczyć o medale muszę być bezbłędna - mówiła po biegu.

W rozmowie ze sport.pl polska zawodniczka odniosła się do filmiku, który zamieściła w Instagramie, a w którym zwróciła się do krytyków sugerujących, że znaczna część polskiej reprezentacji do Korei Południowej pojechała na wycieczkę. - W d... byliście, g... widzieliście, sorry - stwierdziła Nowakowska. W wywiadzie przyznała, że żałuje słów, jakich użyła, choć w samym przekazie niewiele by zmieniła. Podkreśliła, że nagrała więcej InstaStories, ale właśnie tę jedną opisały szeroko media.

- Puściły mi nerwy i poszło. Nie mogę już tego słuchać, nawet tekstu o olimpijskich turystach. Ja żeby tu być, musiałam dokładać trzykrotność mojego miesięcznego zarobku w biathlonie. Po to, żeby mieć dzieci przy sobie. Ponieważ w Polsce nie mamy gdzie trenować, wyjeżdżaliśmy zagranicę, a chciałam mieć dzieci przy sobie. Zabieram je oraz osobę do opieki. To trzykrotność stypendium - wyliczała biathlonistka.

Nowakowska zadeklarowała, że jest to jej ostatni sezon w sporcie. Podkreśliła, że czas kariery sportowej był realizacją jej marzeń, a ona sama - szczęściarą. W sporcie jednak nie chce zostać.

- Ja odchodzę ze sportu. Zdecydowałam już dawno temu. Odchodzę bez żalu. Nie chcę tu już być. Co mogłam, to zrobiłam. Jestem zmęczona, chcę normalnie żyć. Było warto być sportowcem. (...) Chciałoby się zostać, gdyby się zmienił system naszego sportu. Możemy dyskutować, kto powiedział: dupa, gówno. Ja jestem teraz gorącym tematem. Ale to ostygnie i co zostanie? I tak będziemy musieli porozmawiać o stanie naszego sportu. Bo jeśli nie będziemy zmian, to będziemy cały czas skazani na takie sytuacje... - mówiła gorzko.

Jako przykład podawała nierówności w przygotowaniu sprzętowym, jakie dzielą polskie zawodniczki od tych ze Szwecji, Norwegii czy Niemiec. Podkreślała, że w czasie biegów widziała, jak ślizgają się narty rywalek, a jak te, na których biegła ona. Zapewniała, że umiejętności to jedno, a kwestia przygotowania i inwestycji w sprzęt to coś zupełnie innego. Dodała również, że przez lata nikt nic nie mówił, ponieważ nie chciał sprowadzać kłopotów na związek i jego szefową. Tym bardziej, że - jak podkreśliła - prezes związku nie jest niczemu winna. - Kim my jesteśmy, zawodnicy, w polskim sporcie? Zderzakami. Zbieramy z każdej strony - dodała.

Weronika Nowakowska jest jedną z najbardziej utytułowanych polskich biathlonistek. Jest wicemistrzynią świata w sprincie oraz brązową medalistką w biegu pościgowym z mistrzostw świata w 2015 roku.